19 lat temu, w lutym, w gminie Góra miesiąc nie kojarzył się z mrozem, feriami czy lokalnymi inwestycjami. Żył jedną historią – tragiczną, brutalną i boleśnie zwyczajną. Historią, która wydarzyła się za ścianą, w bloku przy ulicy Sikorskiego, gdzie – jak się później okazało – wystarczyło kilka minut, alkohol i kuchenny nóż.
Wieczór 18 lutego. Godzina około 20.30. Z zewnątrz – cisza jak w setkach innych mieszkań. W środku – małżeńska kłótnia, alkohol i eskalacja, której finał był ostateczny. 52-letnia kobieta ugodziła swojego męża nożem w klatkę piersiową. 51-letni mężczyzna zmarł jeszcze przed przyjazdem pogotowia. Pomoc była już tylko formalnością.
Góra oniemiała. Sąsiedzi nie dowierzali. Jak mówili policjanci – wcześniej nie było żadnych interwencji, żadnych zgłoszeń, żadnych „czerwonych flag”. Typowe mieszkanie, typowe małżeństwo, typowa niedzielna cisza, która – jak się okazało – bywa najgłośniejsza.
Szybko wyszły na jaw szczegóły, które tylko dolewały oliwy do ognia. Alkohol. Dużo alkoholu. Ponad dwa promile u kobiety. Wspólne picie, kolejna butelka, kolejna awantura. Kobieta zeznała, że podobne sytuacje zdarzały się wcześniej i… „zawsze pomagało, kiedy brała do ręki nóż”. Tym razem jednak nie był to straszak. Tym razem nóż trafił prosto w serce.
Dzień później zapadła decyzja: zarzut zabójstwa i trzymiesięczny areszt. Kobieta nie przyznała się do winy. Zapytana, jak doszło do tragedii, odpowiedziała krótko: „tak wyszło”. Prokuratura zapowiedziała badania psychiatryczne i psychologiczne. W tle – syn małżeństwa, który również mieszkał w tym lokalu, ale tamtego wieczoru był nieobecny. Gdzie był? Dlaczego? To pytania, które długo krążyły po Górze, choć odpowiedzi nigdy nie stały się publicznym tematem.
Przez kilka dni Góra żyła tą historią. Na klatkach schodowych, w sklepach, w urzędach. Bo to nie była sensacja z daleka. To było „u nas”. W zwykłym bloku, przy zwykłej ulicy, w zwykły niedzielny wieczór.
Luty 2007 roku zapisał się w lokalnej pamięci nie jako miesiąc wydarzeń – ale jako miesiąc, w którym wielu mieszkańców po raz pierwszy naprawdę pomyślało, że najgroźniejsze dramaty nie dzieją się na ulicy, tylko w czterech ścianach, których nie widać z zewnątrz.

Nie mieszaj ludziom w glowie minelo 19 lat czlowiek nie zyje,zmarla juz tez ta feralna jego zona - z pieknymi habrowymi oczami - wiec grafomanie daj juz spokoj z tymi wspominkami! Mam wrazenie ,ze pismak z dgr24albo sam jest obecnym albo bylem policjantem albo ma bardzo bliskie zwiazki z jakims policjantem ktory wyciaga dla niego jakies;plotki,insyniacje,pomowienia . Panie KOmendancie Policji Panstwowej w Gorze ,Panie Huzar powinien pan wyjasnic kto z kregu panskich ludzi bawi sie w taka heyterska robote?!
OdpowiedzUsuń