W Górze powstał komitet obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej, który postanowił wziąć się za system gospodarowania odpadami. Ambitnie? Owszem. Odważnie? Zdecydowanie. Przekonująco? No i tu zaczyna się kabaret. Bo kiedy schodzimy z poziomu wielkich słów na poziom konkretu, liczb i logiki, okazuje się, że ten projekt bardziej przypomina próbę naprawy zegarka młotkiem niż poważną propozycję dla gminy. I nie - problemem nie jest to, że obywatele chcą zabierać głos. Mają do tego pełne prawo. Problemem jest to, że ktoś próbuje sprzedać wyliczenia zrobione na chybcika jako receptę na uzdrowienie systemu wartego ponad 6 milionów złotych rocznie. W dokumentach widzimy pięcioosobowy komitet, widzimy pełnomocnika, widzimy podpisy. Nie widzimy natomiast ani słowa o doświadczeniu w gospodarce odpadami, finansach komunalnych, analizie kosztów czy prawie samorządowym. I jasne - dyplom nie jest warunkiem zabierania głosu. Ale jeśli ktoś wchodzi z buta w temat skomplikowanego systemu publicznego, to ...
Bezkompromisowa kronika gminy Góra