Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2026

Chcą naprawiać śmieci w Górze

W Górze powstał komitet obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej, który postanowił wziąć się za system gospodarowania odpadami. Ambitnie? Owszem. Odważnie? Zdecydowanie. Przekonująco? No i tu zaczyna się kabaret. Bo kiedy schodzimy z poziomu wielkich słów na poziom konkretu, liczb i logiki, okazuje się, że ten projekt bardziej przypomina próbę naprawy zegarka młotkiem niż poważną propozycję dla gminy. I nie - problemem nie jest to, że obywatele chcą zabierać głos. Mają do tego pełne prawo. Problemem jest to, że ktoś próbuje sprzedać wyliczenia zrobione na chybcika jako receptę na uzdrowienie systemu wartego ponad 6 milionów złotych rocznie. W dokumentach widzimy pięcioosobowy komitet, widzimy pełnomocnika, widzimy podpisy. Nie widzimy natomiast ani słowa o doświadczeniu w gospodarce odpadami, finansach komunalnych, analizie kosztów czy prawie samorządowym. I jasne - dyplom nie jest warunkiem zabierania głosu. Ale jeśli ktoś wchodzi z buta w temat skomplikowanego systemu publicznego, to ...

Lata 2000. w Górze – gotowy scenariusz na „Ranczo”

Białe vito kojarzyło się z funkcjonariuszami Straży Miejskiej.   Radosław Stolarczyk przez lata był komendantem SM. Niektóre wspomnienia z mniejszych miast wracają nie jak pojedyncze obrazki, tylko jak cały odcinek serialu: z narracją, drugoplanowymi bohaterami, dialogami, które same się piszą, i tłem, które dziś brzmi niemal niewiarygodnie, a wtedy było po prostu codziennością. I kiedy człowiek trafia na archiwalne teksty z tamtych lat, ma wrażenie, że Góra w pierwszej dekadzie lat 2000. była gotowym scenariuszem na „Ranczo” - tylko bez ekipy filmowej i z nieco mniej wygładzonym językiem. Wystarczy wziąć taką z pozoru zwykłą wiadomość jak ta z Radia Elka o tym, że do Straży Miejskiej w Górze dołączyła kobieta - wówczas 32-letnia Agnieszka Morżak, jedyna wówczas wśród strażników. Niby informacja jakich wiele: ktoś dostał pracę, ktoś pojechał na szkolenie, ktoś zaczyna służbę. A jednak w tej historii jest cały klimat epoki. Z jednej strony poczucie, że „mundur to porządek” i że nowa...

Co działo się 5 maja w urzędzie? Kulisy, o których do dziś mówi się półgłosem

Były w kalendarzu dni ważne, były i takie, które wypadało zapamiętać. A potem był 5 maja - dzień, który w urzędzie w Górze funkcjonował jak lokalne święto państwowe. Nieoficjalne, nigdzie nie zapisane, ale respektowane z gorliwością godną lepszej sprawy. Imieniny ówczesnej burmistrz Ireny Krzyszkiewicz.  Dziś wielu urzędników patrzy w kalendarz z nutą nostalgii, a może i lekkiego zawodu. Bo choć oficjalnie był to zwykły dzień pracy, w praktyce przypominał raczej gminną wersję „Trzech Króli” - tyle że bez wolnego dnia. Gabinet, który pękał w szwach Relacje osób, które miały okazję uczestniczyć - z własnej woli lub mniej - wskazują, że centrum wydarzeń był gabinet burmistrzowej pochodzącej z Czerniny. To tam przez cały dzień przewijały się delegacje, rotacyjnie wpuszczane niczym goście do ekskluzywnego klubu z ograniczoną liczbą miejsc. Krzesła? Towar deficytowy. Kto się załapał, ten miał szczęście. Reszta czekała - cierpliwie lub mniej - w sekretariacie, przypominając sceny żywcem w...