Przejdź do głównej zawartości

Posty

NEWS DNIA:

Od kina “Światowid” po piromana - kronika powiatu górowskiego

Najnowsze posty

Śmiertelny cios. Jest akt oskarżenia i data procesu

  Zaczęło się od dramatu, który wstrząsnął Górą i szybko stał się tematem numer jeden w okolicy. Teraz ta historia wchodzi w kolejny etap. Do tragicznego zdarzenia doszło w czerwcu 2025 roku w rejonie ulicy Poznańskiej. Późny wieczór, sprzeczka i nagła eskalacja. 33-letni mężczyzna ugodził ostrym narzędziem 50-latka. Rana była śmiertelna - jak ustalono później, doszło do przecięcia żyły szyjnej. Mężczyzna zmarł jeszcze przed przyjazdem służb. Sprawa błyskawicznie trafiła w ręce śledczych. Podejrzany został zatrzymany, a sąd - na wniosek prokuratury - zdecydował o trzymiesięcznym areszcie. Zarzut? Zabójstwo, czyli najcięższy kaliber. W tle - jak to często bywa - mieszanka emocji, alkoholu i konfliktu, który wymknął się spod kontroli. Przez kolejne miesiące śledztwo toczyło się już poza światłem fleszy. Bez konferencji, bez wielkich komunikatów. Cisza, która zwykle oznacza jedno - prokuratura układa sprawę kawałek po kawałku. I mamy konkret. 23 grudnia 2025 roku Prokuratura Okręgowa ...

Szokujące zdjęcia z Góry! Zobacz, co działo się na stadionie przed laty!

Słuchajcie, odgrzebaliśmy w archiwum pana Wojtka z Góry prawdziwą perełkę. Przed nami pożółkła płachta gazety z 1984 roku, a na niej wielki, czerwony nagłówek: „SPOTKANIE LUDZI ROLNICZEGO TRUDU”. Tak, moi drodzy, to relacja z Gminnych Dożynek w Górze, kiedy to zamiast nowoczesnych traktorów z klimatyzacją i GPS-em, na stadionie królowały wieńce, dudziarze i partyjne szychy, których nazwiska dziś pamiętają już tylko najstarsi górale i archiwiści IPN. Atmosfera na zdjęciach gęsta jak dym z ogniska. Widzimy tam panów w garniturach, którym upał wyraźnie nie pomagał w zachowaniu powagi, oraz rolników, którzy w tamtych czasach nie marzyli o dopłatach z Unii, a o tym, żeby maszyna z „Agrometu” się nie rozpadła po pierwszym hektarze. Uroczystość zaczęła się z pompą w auli Liceum Ogólnokształcącego. To tam Tadeusz Broczkowski, Michał Kopaniecki i Stanisław Rochowski dostali Krzyże Kawalerskie Orderu Odrodzenia Polski. Wyobrażacie to sobie? Dzisiaj za rekordowe plony dostaje się uścisk dłoni bur...

W 2006 - namioty pod urzędem. Dziś - puste hale. Co się stało z tartakiem w Górze?

Pan Kazimierz napisał na Facebooku wpis, który zrobił większy szum niż niejeden oficjalny komunikat. I w sumie nic dziwnego, bo opisał coś, co w normalnie funkcjonującym mieście powinno być oczywistą informacją publiczną (albo przynajmniej lokalną wiadomością dnia) - tartak w Górze… po prostu przestał istnieć. Bez fanfar. Bez pożegnania. Bez “dziękujemy za lata”. Bez “co dalej z ludźmi, terenem, maszynami”. Ot, człowiek przychodzi po kilka drewnianych profili, a tu wita go pusty plac i zamknięte hale. I wtedy zaczyna się ten charakterystyczny, gorzki teatr małych miast - “nikt nic nie wie”, “pierwsze słyszę”, “to prywatne”, “to nie nasza sprawa”, “proszę pisać maile”. Tyle że tartak to nie kiosk z gazetami, który znika po cichu, bo zmienił lokalizację. To zakład, który przez lata był jednym z elementów przemysłowego kręgosłupa Góry - obok młyna, POM-u, cukrowni czy szpitala, o których wspomina pan Kazimierz. Najmocniejsze w tej historii nie jest nawet samo zamknięcie. Najmocniejsze jes...

Góra, kiedyś głośniejsza niż zdrowy rozsądek (galeria foto)

Był taki moment w historii Góry, kiedy cisza była podejrzana. Kiedy coś nie grało - dosłownie i w przenośni. I nie, nie chodzi o dzisiejsze „wydarzenia” z DJ-em i playlistą z pendrive’a. Chodzi o czasy, kiedy miasto naprawdę potrafiło się rozkręcić. Bez półśrodków, bez udawania. Na pełnej. Rok 2006. Pożegnanie lata. Ulicami jedzie platforma tira, na niej muzyka, tancerki, DJ-e i sprzęt, który - jak się później okazało - był równie ambitny co lokalna infrastruktura energetyczna. Parada Muzyki Klubowej nie pytała o zgodę. Ona po prostu wjeżdżała w miasto, robiła hałas i zostawiała po sobie wspomnienia, które do dziś mają większą moc niż niejedna inwestycja. Zaczęło się niewinnie - przejazd przez Mickiewicza, Kościuszki, Targową. Ludzie wychodzili z domów, bo trudno było nie zauważyć kolumn większych niż niektóre budżety imprezowe dzisiejszych organizatorów. Platforma, jakby wyrwana z innej rzeczywistości, sunęła przez miasto, a za nią ciągnął się tłum. Nie followersi, nie widzowie. Ludzi...

Księgarz z krwi i papieru

Są w życiu Góry takie postaci, które nie potrzebowały afiszy ani tytułów honorowych. Wystarczył szyld nad drzwiami i światło w witrynie.   Śp. Ludwik Lach , urodzony 12 kwietnia 1919 roku, zmarły 12 marca 2010 roku, przez ponad sześć dekad prowadził w Górze księgarnię, która stała się czymś więcej niż sklepem z książkami. Była miejscem spotkań, rozmów i zaufania. Księgarnia „Lach” działała od 1947 roku. Przez lata funkcjonowała w realiach, które zmieniały się jak w kalejdoskopie - od powojennej biedy, przez czasy centralnie sterowanej kultury, aż po wolny rynek i zalew kolorowych nowości. A jednak jedno się nie zmieniało -   za ladą stał człowiek, który znał swoją pracę i swoich klientów . Pan Ludwik zaczynał w czasach, gdy książka była towarem deficytowym. Dobre tytuły trzeba było zdobywać, a ludzie potrafili czekać i dzielić się jednym egzemplarzem. Bywało, że półki wypełniały pozycje obowiązkowe dla epoki, niekoniecznie dla czytelnika. On jednak potrafił odnaleźć w tym wszy...

Człowiek, który nauczył Górę patrzeć przez obiektyw

Ten tekst nie powstał przypadkiem. Po publikacji naszego poprzedniego artykułu o AKF „Profil” odezwali się czytelnicy - jedni z sentymentem, inni z niedowierzaniem, że „kiedyś to się w Górze działo”. No to dziś idziemy krok dalej. Na tapet bierzemy człowieka, bez którego nie byłoby niczego - Józefa Lesiaka. Kim był Józef Lesiak Józef Lesiak (ur. 1933) - instruktor kultury, pasjonat fotografii i filmu, wychowawca całego pokolenia młodych ludzi z Góry. Działał przy Powiatowym Domu Kultury, gdzie od początku lat 60. prowadził zajęcia fotograficzne, a później filmowe. To on stworzył fundamenty pod Amatorski Klub Filmowy „Profil”, który w latach 70. stał się jedną z najważniejszych inicjatyw kulturalnych w regionie. Nie był celebrytą, nie miał pleców w Warszawie - miał za to wiedzę, charyzmę i coś, co dziś nazwalibyśmy „flow”. Potrafił przyciągać ludzi i sprawiać, że zwykłe hobby zamieniało się w prawdziwą pasję. I właśnie dlatego, gdy odszedł - wszystko się posypało. Wszystko zaczęło się o...

Trochę to znaczy nic – czyli jak Józef Lesiak wychowywał filmowców w Górze

Są miejsca, które tworzą ludzi. I są ludzie, którzy tworzą miejsca. W Górze lat 70. jedno i drugie miało twarz Józefa Lesiaka i nazwę – AKF „Profil”. Józef Lesiak po lewej Brzmi niewinnie? Klub filmowy przy domu kultury? Ot, garstka zapaleńców z aparatami i kamerą? No to zapnijcie pasy, bo rzeczywistość była bliższa selekcji do jednostki specjalnej niż niedzielnym warsztatom dla wrażliwej młodzieży. Grudzień 1974. Młody Robert Mazulewicz stoi pod drzwiami Domu Kultury. Stres taki, jakby miał co najmniej zdawać egzamin z życia, a nie zapisać się do klubu. I wtedy pojawia się ON - Józef Lesiak. Z torbą, która - jak się okazuje - była niemal równie legendarna jak on sam. Robert Mazulewicz po środku - Znasz się na fotografii? - Trochę. - Trochę to znaczy nic. I w zasadzie można by zakończyć historię. Ale nie. To był dopiero początek. Selekcja naturalna, czyli witaj w „Profilu” Na kurs zapisało się około 40 osób. Tak, czterdzieści. Brzmi jak sukces frekwencyjny? Spokojnie - Lesiak szybko sp...

Bóbr wyszedł na miasto. A w komentarzach na Elce… poszło grubo

Są w życiu pewne stałe. Podatki, korek „na chwilę” i fakt, że jeśli na Elce pojawi się news o czymkolwiek - to sekcja komentarzy już stoi w blokach startowych, rozgrzana jak kebab o 2:00 na górowskim rynku. Tym razem bohaterem wieczoru został… bóbr. Tak, bóbr. Zwierzak postanowił urządzić sobie nocny spacer po Górze, a że miasto nie jest naturalnym środowiskiem dla futrzastego inżyniera hydrotechniki, ktoś słusznie zgłosił sprawę. Policjanci przyjechali, ogarnęli temat bez dramatu - koc, ostrożne przeniesienie, radiowóz i wycieczka w okolice żeremi. Koniec historii. Bóbr wraca do wody. Ludzie mogą wracać do swoich spraw. Normalny, ludzki odruch: pomóc zwierzęciu, żeby nie wpadło pod auto. No ale hej - to tylko połowa „newsa”. Druga połowa zawsze dzieje się pod spodem. Bo tam, gdzie jedni widzą krótką, sensowną interwencję, inni odpalają pełen pakiet: od moralnych rozliczeń świata („bobra ktoś zauważył, a bezdomnego nie”) po ułańską fantazję w wersji faunistycznej („spotkał miejscowe bo...

„Dużo zarabiałam, więc kradłam” – bezczelne tłumaczenia księgowej, która oszukała system!

Stało się. Prokuratura Rejonowa w Głogowie właśnie rzuciła na stół akt oskarżenia, który czyta się jak scenariusz kiepskiej komedii kryminalnej, gdyby nie fakt, że za te „żarty” zapłaciliśmy my wszyscy. Główna bohaterka, 70-letnia Elżbieta P., przez szesnaście długich lat traktowała publiczne konta jak własny bankomat bez limitu. Kwota? Bagatela, ponad 1,2 miliona złotych. Mechanizm był prosty jak konstrukcja cepa. Elżbieta P., jako główna księgowa w Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego w Górze oraz szkołach w Jemielnie i Irządzach, miała wszystko: dostęp do kont, bankowość elektroniczną i podpis kwalifikowany. I tak, od stycznia 2009 roku, złotówka do złotówki, tysiąc do tysiąca, budowała swoje „stałe źródło dochodu”. „Nie wiem, dlaczego to robiłam” Najbardziej rozbrajająca jest jednak linia obrony oskarżonej. Jak informuje Liliana Łukasiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy - „W śledztwie Elżbieta P. przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu i wyjaś...

Wielka bitwa o gminne szambo

Wydawać by się mogło, że wywiezienie nieczystości płynnych z gminnego budynku to sprawa prosta jak konstrukcja cepa. Masz szambo, masz własną spółkę komunalną z odpowiednim sprzętem, wysyłasz wóz i po krzyku. Ale nie w naszym pięknym kraju, gdzie prawo jest pisane chyba przez hobbystów kolekcjonowania makulatury. Gmina Góra właśnie odpaliła procedurę, przy której lądowanie na Księżycu to spacer w parku. Zamiast po prostu zlecić robotę swojemu Tekomowi, urzędnicy musieli spłodzić oficjalne "Zaproszenie do złożenia oferty". Cel? Wywóz nieczystości z dwóch lokalizacji - Wierzowice Wielkie 38 oraz Targowa 1 w Górze. I tu zaczynają się schody, a raczej góra papierów. Potencjalny "szambonurek" musi udowodnić, że nie jest wielbłądem: dostarczyć aktualny odpis z CEIDG (nie starszy niż 6 miesięcy, bo przecież firma mogła wyparować razem z zapachem), polisę OC i oświadczenie o "potencjale technicznym". Wszystko po to, żeby opróżnić zbiornik bezodpływowy. Najlepsze j...

Referendum, prokuratura i wojna na ulotki. Co naprawdę dzieje się w Jemielnie?

Są w Polsce miejsca, gdzie czas płynie wolniej. I są takie, gdzie płynie w zupełnie innym wymiarze.   Gmina Jemielno   w ostatnich tygodniach wygląda jak polityczny eksperyment – z jednej strony „STOP manipulacji”, z drugiej „STOP wszystkiemu”, z trzeciej akt oskarżenia, a z czwartej… zimna sala w Klubie Senior+. Jeśli ktoś twierdzi, że w małej gminie nic się nie dzieje, to chyba nie był ostatnio w Jemielnie. Czerwona ulotka kontra czerwone „STOP” W obiegu pojawia się ulotka z hasłem: „Referendum? NIE IDŹ! STOP oszczerstwom, manipulacji, pomówieniom. Rozliczcie mnie z efektów mojej pracy, nie z plotek!” Mocny przekaz. Jasny komunikat: to polityczna nagonka, nie realne problemy. Tyle że w tym samym czasie w mediach społecznościowych krąży zupełnie inna narracja. Lawina haseł zaczynających się od „STOP”: STOP złemu wydatkowaniu pieniędzy gminnych STOP nieudanym inwestycjom STOP mobbingowi STOP braku współpracy STOP sprawom sądowym STOP degradacji gminy STOP, STOP, STOP. Lista je...

Co zobaczono w jednym z okien? Lepiej usiądź, zanim klikniesz.

Anonimowy post, lokalna panika i okno, które widziało już chyba wszystko. Na naszej ukochanej, absolutnie bezkompromisowej górowskiej społecznościówce znowu zagotowało się jak w czajniku starej babci - tym razem za sprawą anonimowego wpisu o „potencjalnym zagrożeniu” w drodze do szkoły. Ktoś zobaczył w oknie   faceta , ktoś zobaczył   coś więcej , a algorytm Facebooka zrobił resztę - rozdmuchał to w lokalną aferę sezonu. Sprawa rzekomo została zgłoszona na policję. Autorka posta opisuje scenę jak z taniego thrillera: firanka się poruszyła, potem koszulka, potem „oczywiście patrzy na dzieci”. Żeby było dramatyczniej - nagrania są, sprawa zgłoszona, a w komentarzach już zaczyna się rytualny taniec klawiaturowych wojowników. Jedni krzyczą, że trzeba ostrzec wszystkich, inni że absolutnie nie, bo jeszcze „lincz mu zrobią”. A w środku tego wszystkiego - masa rodziców, którzy desperacko próbują ustalić, o które dokładnie okno chodzi, zanim zdąży tam zajrzeć pół miasta. Typowa histor...

Myślał, że to dzik, a to był człowiek - szokujący wyrok dla myśliwego z powiatu

Luty roku pańskiego 2006 w Górze udowodnił jedno - jeśli myślisz, że w tym mieście widziałeś już wszystko, to znaczy, że masz za słabą wyobraźnię albo nie śledzisz lokalnej polityki. Podczas gdy reszta świata ekscytowała się pewnie jakimiś bzdurami, u nas, w sercu powiatu, trwała regularna walka o stołki, przetrwanie i resztki zdrowego rozsądku.  Na zdjęciach miasto w 2006 roku. Zaczęło się od Tekomu, czyli naszej lokalnej perły w koronie wodociągowej, która nagle uznała, że praca społeczna jest dla frajerów. Nowa rada nadzorcza, zamiast pilnować rur za darmo, postanowiła, że ich cenne rady są warte konkretnej gotówki. Przewodniczący przytulił 1400 złotych, a reszta ferajny po osiem stówek miesięcznie. I to wszystko w momencie, gdy spółka tonęła w długach tak głęboko, że nawet najdłuższa rura kanalizacyjna nie sięgała dna. Burmistrz Wrotkowski, z miną godną męczennika, ogłosił, że sytuacja jest najgorsza w historii, ale spokojnie - nowa, płatna rada na pewno wszystko naprawi. Bo pr...

Góra: Do lekarza? Proszę zadzwonić za trzy dni. Albo za tydzień. Albo wcale.

Od miesięcy piszecie do nas jedno i to samo. Nie o dziurach w drogach. Nie o radnych znikających po wyborach. O lekarzach rodzinnych. A dokładniej - o tym, że   do lekarza w Górze łatwiej się zapisać na przyszłość niż dostać się wtedy, kiedy naprawdę jesteś chory. I nie, nie mówimy o szczycie sezonu grypowego. Mówimy o zwykłym wtorku w listopadzie. Albo środzie w maju. „Na dziś nie ma miejsc. Proszę dzwonić jutro” Schemat jest prosty jak konstrukcja cepa. Pacjent dzwoni rano: „Chciałbym dziś do lekarza, mam 39 stopni gorączki”. „Na dziś już nie ma miejsc. Najbliższy termin w piątek”. Piątek? Dziś jest wtorek. Pytanie brzmi: czy tak powinno być? Zgodnie z zasadami funkcjonowania POZ, jeśli stan zdrowia tego wymaga, pacjent   powinien być przyjęty w dniu zgłoszenia . To lekarz - nie rejestracja - decyduje, czy przypadek jest pilny. Nie grafik. Nie „limit miejsc”. Nie humor dnia. Ale w Górze najwyraźniej obowiązuje inny regulamin. Taki lokalny. Niewidoczny w ustawach. „Teleporada...