W Górze powstał komitet obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej, który postanowił wziąć się za system gospodarowania odpadami. Ambitnie? Owszem. Odważnie? Zdecydowanie. Przekonująco? No i tu zaczyna się kabaret.
Bo kiedy schodzimy z poziomu wielkich słów na poziom konkretu, liczb i logiki, okazuje się, że ten projekt bardziej przypomina próbę naprawy zegarka młotkiem niż poważną propozycję dla gminy. I nie - problemem nie jest to, że obywatele chcą zabierać głos. Mają do tego pełne prawo. Problemem jest to, że ktoś próbuje sprzedać wyliczenia zrobione na chybcika jako receptę na uzdrowienie systemu wartego ponad 6 milionów złotych rocznie.
W dokumentach widzimy pięcioosobowy komitet, widzimy pełnomocnika, widzimy podpisy. Nie widzimy natomiast ani słowa o doświadczeniu w gospodarce odpadami, finansach komunalnych, analizie kosztów czy prawie samorządowym. I jasne - dyplom nie jest warunkiem zabierania głosu. Ale jeśli ktoś wchodzi z buta w temat skomplikowanego systemu publicznego, to dobrze byłoby, żeby przynajmniej papier trzymał się kupy. A tu, niestety, trzyma się głównie spinaczem.
Największy numer zaczyna się przy samej podstawie wyliczenia stawki. W uzasadnieniu czytamy:
Do kalkulacji przyjęto liczbę mieszkańców gminy wynoszącą 17 896 osób (dane ewidencyjne)
Brzmi urzędowo, czyli na pierwszy rzut oka poważnie. Ale kilka zdań dalej autorzy sami przyznają, po co to robią:
z konieczności równomiernego rozłożenia kosztów systemu oraz uniknięcia sytuacji, w której koszty osób nieujętych w deklaracjach obciążają wyłącznie pozostałych mieszkańców.
I właśnie tutaj cała konstrukcja zaczyna się sypać jak źle związany worek z plastikiem.
Bo jeśli część osób nie jest ujęta w deklaracjach, to nie wystarczy wpisać ich sobie do kalkulatora, żeby problem zniknął. Matematyka nie jest strażą miejską. Ona nikogo nie ściga. Jeżeli realnie opłatę płacą ci, którzy są w systemie zadeklarowani, a nie cała liczba mieszkańców z ewidencji, to wpisanie do wzoru 17 896 osób nie "uzdrawia" systemu. To tylko poprawia humor autorom tabelki. Bo popatrzmy na nasze rodziny czy znajomych - mamy zameldowane dzieci w Górze, ale studiują dziennie we Wrocławiu, więc i tam wyrzucają swoje śmieci. To gdzie mają płacić? Tu i tu?
Krótko mówiąc - komitet wylicza stawkę tak, jakby wszyscy płacili, po czym sam przyznaje, że nie wszyscy są ujęci. To nie jest plan naprawczy. To jest księgowość życzeniowa.
Dalej jest jeszcze lepiej. Autorzy piszą:
Na podstawie dostępnych danych ustalono, że łączny koszt funkcjonowania systemu gospodarowania odpadami komunalnymi wynosi 6 159 590,47 zł rocznie.
A na końcu z pełnym przekonaniem dodają:
Przyjęte stawki wynikają bezpośrednio z rzeczywistych kosztów systemu, zostały obliczone w sposób przejrzysty i weryfikowalny
Przejrzysty i weryfikowalny? Naprawdę?
Bo w samym uzasadnieniu nie ma porządnego rozbicia tych ponad 6,1 mln zł na elementy, nie ma pokazania pełnej struktury kosztów, nie ma zestawienia umów, nie ma wyjaśnienia, jak dokładnie policzono koszty administracyjne, PSZOK czy poszczególnych strumieni odpadów. Jest za to klasyczne: "uwierzcie nam, bo wyszła nam konkretna liczba po przecinku". To trochę tak, jakby ktoś przyniósł rachunek z restauracji, zasłonił połowę pozycji serwetką i powiedział: spokojnie, suma jest przejrzysta.
Szczególnie wdzięczny do krytyki jest fragment o uldze za kompostowanie. Dokument mówi tak:
Koszt rozłożony na wszystkich mieszkańców wynosi 109 470,56 zł / 17 896 mieszkańców, co daje 6,12 zł rocznie na osobę, czyli 0,51 zł miesięcznie
A potem z tego wychodzi ulga 0,51 zł miesięcznie na osobę.
Tylko że ulga nie dotyczy "wszystkich mieszkańców". Dotyczy właścicieli nieruchomości posiadających kompostownik i spełniających warunki ustawowe. Czyli grupy konkretnej, a nie całej gminy wrzuconej do jednego worka. Rozsmarowanie oszczędności na wszystkich mieszkańców, żeby potem wyciągnąć z tego ulgę dla uprawnionych, wygląda co najmniej dyskusyjnie. Mówiąc po ludzku - jeśli oszczędność generuje określona grupa, to liczenie jej tak, jakby dotyczyła całej populacji, pachnie bardziej sztuczką rachunkową niż rzetelną kalkulacją.
Jeszcze ciekawsze jest to, że autorzy z jednej strony ogłaszają, iż:
system się bilansuje
a z drugiej strony opierają bilans na założeniu, którego sami nie gwarantują żadnym mechanizmem egzekucji. Bo co z tego, że na papierze podzielono koszty przez wszystkich mieszkańców, skoro uchwała sama z siebie nie sprawi, że nagle wszyscy zaczną figurować w deklaracjach i płacić? System nie bilansuje się od samego wpisania liczby do uzasadnienia. Gdyby to tak działało, połowa samorządowych problemów byłaby rozwiązana przez kalkulator i mocną kawę.
Do tego dochodzi jeszcze stara dobra urzędowa sztuczka: dużo powagi, mało dowodu. W uzasadnieniu czytamy o "rzeczywistych kosztach", "pełnych kosztach systemu", "przejrzystości", "weryfikowalności", "zgodności z ustawą". Słowem - pełen pakiet poważnych zaklęć. Problem w tym, że z samego tekstu nie wynika, by ta przejrzystość była rzeczywiście pokazana, a nie tylko zadeklarowana. Tu nie wystarczy napisać, że coś jest transparentne. To trzeba jeszcze udowodnić.
I właśnie dlatego ten projekt robi wrażenie dokumentu napisanego z rozmachem, ale bez należytego warsztatu. Trochę jak szkolne wypracowanie, w którym autor jest przekonany, że im więcej będzie mądrych słów, tym mniej ktoś zauważy, że sens właśnie wyszedł tylnymi drzwiami.
Żeby było jasne - obywatelska inicjatywa sama w sobie jest czymś cennym. Ludzie mają prawo patrzeć władzy na ręce, pytać, krytykować, proponować zmiany. Tyle że gdy bierze się na warsztat system odpadowy, czyli jedną z najbardziej kosztownych i technicznie złożonych części funkcjonowania gminy, to nie wystarczy napisać paru stron uzasadnienia i wstawić kilka wyliczeń. Trzeba jeszcze pokazać, że te wyliczenia mają sens.
A tutaj sens wyraźnie się nie dopiął.
Powstał więc komitet, który chce uzdrawiać śmieciowy system w Górze. Prawo do działania ma. Tylko z przedstawionych dokumentów bardziej wynika determinacja niż kompetencyjna siła rażenia. Bo kiedy obywatelska energia spotyka się z rachunkową fantazją, to zamiast reformy łatwo dostać papierowy recykling błędów.
Wniosek? Zanim ktoś zacznie naprawiać gospodarkę odpadami w gminie Góra, powinien najpierw uporządkować własną gospodarkę argumentami. Bo na razie mamy nie tyle projekt naprawy systemu, ile ładnie podpisaną próbę wmówienia wszystkim, że jeśli coś dobrze wygląda w tabelce, to musi działać w rzeczywistości.
Nie musi.
I właśnie to jest w tym wszystkim najbardziej śmieciowe.


Wyglada na artykuł sponsorowany przez Gminę Góra. Będzie Tekom Gate na 100% , tam rządzą ludzie z klucza władzy a nie wiedzy i doświadczenia, o tym piszcie a nie jakimś komitecie-srecie.
OdpowiedzUsuńTo dlaczego przy podwyżce niebyło wyliczeń dlaczego 8 zł a nie 5 zł wiecej
OdpowiedzUsuńRadni bezradni na czele z burmistrzem
Mialt
Pewno DGR to radny
OdpowiedzUsuńktóry boi sie o stołek
Dlaczego nie piszecie o wynikach kontroli ktore były zapowiedziane.
Sprawdzcie wszystkich bez wyjatku czy maja podpisane umowy firmy hotele restauracje sklepy lombardy..
.