Przejdź do głównej zawartości

W 2006 - namioty pod urzędem. Dziś - puste hale. Co się stało z tartakiem w Górze?

Pan Kazimierz napisał na Facebooku wpis, który zrobił większy szum niż niejeden oficjalny komunikat. I w sumie nic dziwnego, bo opisał coś, co w normalnie funkcjonującym mieście powinno być oczywistą informacją publiczną (albo przynajmniej lokalną wiadomością dnia) - tartak w Górze… po prostu przestał istnieć. Bez fanfar. Bez pożegnania. Bez “dziękujemy za lata”. Bez “co dalej z ludźmi, terenem, maszynami”. Ot, człowiek przychodzi po kilka drewnianych profili, a tu wita go pusty plac i zamknięte hale.

I wtedy zaczyna się ten charakterystyczny, gorzki teatr małych miast - “nikt nic nie wie”, “pierwsze słyszę”, “to prywatne”, “to nie nasza sprawa”, “proszę pisać maile”. Tyle że tartak to nie kiosk z gazetami, który znika po cichu, bo zmienił lokalizację. To zakład, który przez lata był jednym z elementów przemysłowego kręgosłupa Góry - obok młyna, POM-u, cukrowni czy szpitala, o których wspomina pan Kazimierz.

Najmocniejsze w tej historii nie jest nawet samo zamknięcie. Najmocniejsze jest to, że informacja o końcu tartaku nie przebiła się nigdzie w sposób jasny i uczciwy. Żadnej debaty, żadnego “dlaczego”, żadnej rozmowy z mieszkańcami, żadnego oficjalnego stanowiska, które dałoby ludziom minimum szacunku - choćby w formie krótkiego komunikatu: “zakład kończy działalność, przyczyny są takie i takie”. Zamiast tego mamy klasykę gatunku - miasto dowiaduje się z przypadkowej wizyty na placu.

A przecież kiedyś o tartak walczono na oczach całego miasta

I tu wchodzą archiwalne teksty z 2006 roku - jak wyrzut sumienia wyjęty prosto z szuflady.

W listopadzie 2006 Radio Elka opisywało konflikt w górowskim tartaku - trwający czwarty tydzień strajk, pikietę w namiocie pod Urzędem Miejskim i starostwem, próby zmuszenia samorządu do zainteresowania się sprawą. Władze mówiły wtedy wprost, że tartak jest prywatny i samorząd “nie ma władzy wnikania w jego działanie”, ale jednocześnie padały słowa, które dziś brzmią jak ironia losu - że dla miasta “bardzo ważne” jest, by taki zakład funkcjonował, bo to “duży zakład pracy jak na warunki górowskie” (Radio Elka, 07.11.2006).

Dzień później - kolejne doniesienia: rozmowy, negocjator z listy ministerstwa pracy, mediacje prowadzone bez udziału mediów, zapowiedzi manifestacji regionalnej. Twarda gra, emocje, ale też poczucie, że to sprawa społeczna, a nie prywatna fanaberia paru osób (Radio Elka, 08.11.2006).

I wreszcie 9 listopada - strajk zawieszony, tartak wraca do pracy. Ustalono “punkt wyjściowy”, cofnięto zwolnienia dyscyplinarne, ludzie wrócili na stanowiska. Padają nazwiska mediatorów, są komunikaty, jest jakaś - jakkolwiek by jej nie oceniać - przejrzystość procesu. Miasto żyje tematem, bo dotyczy realnych miejsc pracy i realnego zakładu (Radio Elka, 09.11.2006).

W skrócie: kiedyś wokół tartaku były namioty, mediacje, marsze i oficjalne komunikaty. Dziś - pusta brama i zdanie od przypadkowo spotkanego pana w biurze: “tartak już nie istnieje”.

Co się stało po drodze?

Nie będziemy tu stawiać tez o “sabotażu” czy “dywersji”, bo to język emocji - zrozumiały, kiedy człowieka trafia bezsilność. Ale emocje pana Kazimierza są ważne, bo pokazują coś, co lokalna władza (i lokalna komunikacja) często lekceważy: mieszkańcy nie są tylko odbiorcami decyzji, ale wspólnotą, która chce wiedzieć, co znika z mapy miasta i dlaczego.

Bo gdy znika tartak, to nie znika tylko punkt na Google Maps.
Znika:

  • miejsce pracy (bez względu na to, ile osób zostało na końcu),
  • usługa i dostawca dla lokalnych firm i mieszkańców,
  • kawał historii gospodarczej miasta,
  • kolejny element, który jeszcze wczoraj wydawał się “stały”.

A skoro informacja o zamknięciu nie została normalnie podana do publicznej wiadomości, to zaczyna się festiwal domysłów. A domysły - jak wiadomo - mają to do siebie, że żywią się ciszą. I rosną szybciej niż ceny drewna.

Najbardziej gorzka puenta

W 2006 roku tartak był na tyle ważny, że ludzie rozbijali namiot pod urzędem, a o sprawie pisały media. W 2026 (bo dziś na Elce taki jest nagłówek daty) tartak jest na tyle nieważny, że może zniknąć po cichu - a miasto dowiaduje się z Facebooka.

I to jest ten moment, kiedy warto przypomnieć sobie słowa sprzed lat o tym, że “dla nas jest bardzo ważne, aby taki zakład jak tartak funkcjonował”. Bo jeśli był ważny wtedy, to dlaczego dziś jego koniec przechodzi jak drobne ogłoszenie na słupie - tylko że nawet tego ogłoszenia nie było?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Informatorzy: podejrzany to ...

Pojawiają się nowe informacje w sprawie sobotniego (14 czerwca) zabójstwa 50-letniego mężczyzny, do którego doszło na ul. Poznańskiej w Górze. Jak ustalił portal DGR24, osobą podejrzewaną o dokonanie ataku jest 33-letni Piotr B. — tak twierdzą niezależni informatorzy, znający kulisy sprawy. Przypomnijmy — do tragedii doszło podczas spotkania towarzyskiego. Według ustaleń policji i prokuratury, między dwoma mężczyznami doszło do ostrej wymiany zdań, po czym 33-latek ugodził 50-latka ostrym narzędziem. Cios okazał się śmiertelny, mimo szybkiej reakcji służb ratunkowych. Sprawca został zatrzymany przez funkcjonariuszy, był pijany — ma zostać przesłuchany po wytrzeźwieniu. Choć policja i prokuratura oficjalnie nie podają jeszcze danych podejrzanego, wiele wskazuje na to, że chodzi o znanego lokalnie Piotra B. – jego nazwisko przewija się wśród świadków i mieszkańców osiedla, gdzie doszło do tragedii. Na ten moment na oficjalnych stronach policji oraz Prokuratury Rejonowej w Głogowie brak s...

Nauczycielka z promilami

Funkcjonariusze Wydziału Ruchu Drogowego z Komendy Powiatowej Policji w Górze przeprowadzili w dniach 13 i 17 października akcję „Trzeźwość”. Cel? Wyeliminować z dróg tych, którzy myślą, że kierownica to nie alkomat. Spośród 392 przebadanych kierowców – dwójka „wpadła” po kielichu. Jednym z nich był 32-letni mężczyzna z Czarnoborska, który pomylił motorower z barem na kółkach. Zaledwie dwie godziny później, w Czerninie, policjanci zatrzymali kobietę kierującą samochodem osobowym. Badanie stanu trzeźwości wykazało u niej niemal   1,3 promila alkoholu   w organizmie – czyli więcej niż przeciętne wesele w sobotę, ale jednak trochę za dużo jak na piątkowy wieczór za kierownicą. Dziwne jest to, że policja przy mężczyźnie z Czarnoborska podaje dokładnie jego wiek, w Czerninie tej informacji zabrakło? Dlaczego?  Z ustaleń   DGR24   wynika, że zatrzymaną jest   nauczycielka górowskiej szkoły średniej . Z naszych nieoficjalnych informacji – nie uczy jednak przedmiot...

Zabójstwo w Górze: Pokłócili się o ....

Góra. Cichy, sobotni wieczór, który miał być kolejnym zwykłym spotkaniem towarzyskim, zamienił się w krwawą tragedię. W mieszkaniu przy ul. Poznańskiej rozegrała się dramatyczna scena, której finałem była śmierć 50-letniego Krzysztofa H., mieszkańca gminy Wąsosz. Prokuratura Okręgowa w Legnicy ujawnia, co doprowadziło do tej brutalnej zbrodni. Spotkanie przebiegało pozornie spokojnie – alkohol, rozmowy, znajome twarze. Nagle, bez zapowiedzi, w drzwiach pojawił się mężczyzna. 33-letni Piotr B. miał żal – jego partnerka znajdowała się w środku, a on najwyraźniej nie potrafił znieść jej obecności w towarzystwie innych mężczyzn. Słowa szybko przerodziły się w czyny. Doszło do ostrej wymiany zdań i szarpaniny. Krzysztof H., który – jak wynika z ustaleń śledczych – próbował stanąć w obronie kobiety, stał się celem. Wtedy padł cios. Ostry nóż trafił w okolice nadobojczykową, rozcinając tętnicę i uszkadzając płuco. Krew tryskała, a życie 50-latka ulatywało z każdą sekundą. Policjanci byli pier...