Przejdź do głównej zawartości

Auto na klockach przed własnym domem. Czy powiat górowski traci spokój?

Jeszcze niedawno wielu mieszkańców powiatu górowskiego powtarzało sobie jak mantrę: „tu jest spokojnie”. Tymczasem rzeczywistość zaczyna pisać inny scenariusz - i to taki, który dziwnie przypomina klimaty z kaset VHS i opowieści o nocnych „łowcach części”.

W nocy, między godziną 1.00 a 2.00, w Luboszycach złodzieje zdjęli koła z dwóch samochodów osobowych. Nie było to szybkie „stuknięcie” w lusterko czy drobna kradzież - to była klasyczna, metodyczna robota. Auto na klockach, felgi znikają, sprawcy rozpływają się w ciemności. Scenariusz stary jak świat, tylko że - wydawało się - już dawno zapomniany. Takie informacje na fb przekazuje mieszkanka wsi Aneta Kruszyna.

Co więcej, podobna próba miała miejsce również w Luboszycach Małych. Tam jednak ktoś najwyraźniej spłoszył sprawców. Tym razem się nie udało. Pytanie tylko - ile jeszcze razy „tym razem” będzie oznaczało szczęśliwy przypadek?

Nie trzeba być ekspertem od bezpieczeństwa, żeby zauważyć pewien trend. Kradzieże pospolite - te najbardziej przyziemne, ale jednocześnie najbardziej uciążliwe - zaczynają wracać. I to w stylu, który wielu kojarzy się z latami 90. Wtedy też nocą znikały koła, akumulatory, radia samochodowe, a rano właściciel przecierał oczy ze zdumienia, zastając swoje auto w stanie „wersja minimalistyczna”.

Dziś technologia poszła do przodu, auta są naszpikowane elektroniką, monitoring jest na wyciągnięcie ręki… a mimo to ktoś wciąż znajduje sposób, by działać niemal bezkarnie. I co gorsza - robi to na tyle bezczelnie, że potrafi ogołocić samochody stojące niemal pod domami.

Mieszkańcy zaczynają reagować. Pojawiają się apele o udostępnianie nagrań z kamer, czujność, wzajemne ostrzeganie się. I dobrze - bo jeśli ktoś liczy, że problem „sam się rozwiąże”, to raczej się przeliczy.

Bo prawda jest taka: przestępczość pospolita nie znika. Ona tylko czeka na moment, kiedy wszyscy uznają, że „już jej nie ma”.

A potem wraca. Cicho, nocą. I zostawia samochód na cegłach.




Komentarze

  1. Dgr przeliteruj

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzeba by było popytać tych co nie pracują a mają za co wypić ,zapalić i te inne używki stosować. Także też tych,którzy nocami nie śpią tylko grasują.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hehe komentujesz tego posta o 4:15 przypadek? Nie sądzę

    OdpowiedzUsuń
  4. Na cholerę ten bzdet napisałeś?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nauczycielka z promilami

Funkcjonariusze Wydziału Ruchu Drogowego z Komendy Powiatowej Policji w Górze przeprowadzili w dniach 13 i 17 października akcję „Trzeźwość”. Cel? Wyeliminować z dróg tych, którzy myślą, że kierownica to nie alkomat. Spośród 392 przebadanych kierowców – dwójka „wpadła” po kielichu. Jednym z nich był 32-letni mężczyzna z Czarnoborska, który pomylił motorower z barem na kółkach. Zaledwie dwie godziny później, w Czerninie, policjanci zatrzymali kobietę kierującą samochodem osobowym. Badanie stanu trzeźwości wykazało u niej niemal   1,3 promila alkoholu   w organizmie – czyli więcej niż przeciętne wesele w sobotę, ale jednak trochę za dużo jak na piątkowy wieczór za kierownicą. Dziwne jest to, że policja przy mężczyźnie z Czarnoborska podaje dokładnie jego wiek, w Czerninie tej informacji zabrakło? Dlaczego?  Z ustaleń   DGR24   wynika, że zatrzymaną jest   nauczycielka górowskiej szkoły średniej . Z naszych nieoficjalnych informacji – nie uczy jednak przedmiot...

Nóż, alkohol i cisza za ścianą

  19 lat temu, w lutym, w gminie Góra miesiąc nie kojarzył się z mrozem, feriami czy lokalnymi inwestycjami. Żył jedną historią – tragiczną, brutalną i boleśnie zwyczajną. Historią, która wydarzyła się   za ścianą, w bloku przy ulicy Sikorskiego , gdzie – jak się później okazało – wystarczyło kilka minut, alkohol i kuchenny nóż. Wieczór 18 lutego. Godzina około 20.30. Z zewnątrz – cisza jak w setkach innych mieszkań. W środku – małżeńska kłótnia, alkohol i eskalacja, której finał był ostateczny. 52-letnia kobieta ugodziła swojego męża nożem w klatkę piersiową.   51-letni mężczyzna zmarł jeszcze przed przyjazdem pogotowia . Pomoc była już tylko formalnością. Góra oniemiała. Sąsiedzi nie dowierzali. Jak mówili policjanci –   wcześniej nie było żadnych interwencji , żadnych zgłoszeń, żadnych „czerwonych flag”. Typowe mieszkanie, typowe małżeństwo, typowa niedzielna cisza, która – jak się okazało – bywa najgłośniejsza. Szybko wyszły na jaw szczegóły, które tylko dolewały...

„Dużo zarabiałam, więc kradłam” – bezczelne tłumaczenia księgowej, która oszukała system!

Stało się. Prokuratura Rejonowa w Głogowie właśnie rzuciła na stół akt oskarżenia, który czyta się jak scenariusz kiepskiej komedii kryminalnej, gdyby nie fakt, że za te „żarty” zapłaciliśmy my wszyscy. Główna bohaterka, 70-letnia Elżbieta P., przez szesnaście długich lat traktowała publiczne konta jak własny bankomat bez limitu. Kwota? Bagatela, ponad 1,2 miliona złotych. Mechanizm był prosty jak konstrukcja cepa. Elżbieta P., jako główna księgowa w Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego w Górze oraz szkołach w Jemielnie i Irządzach, miała wszystko: dostęp do kont, bankowość elektroniczną i podpis kwalifikowany. I tak, od stycznia 2009 roku, złotówka do złotówki, tysiąc do tysiąca, budowała swoje „stałe źródło dochodu”. „Nie wiem, dlaczego to robiłam” Najbardziej rozbrajająca jest jednak linia obrony oskarżonej. Jak informuje Liliana Łukasiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy - „W śledztwie Elżbieta P. przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu i wyjaś...