Powiat górowski ma tę specyficzną umiejętność, że potrafi wcisnąć cały wachlarz “atrakcji” w kilka depesz. I to takich, po których człowiek ma ochotę zrobić sobie herbatę, usiąść i zapytać na głos: czy my tu serio tak żyjemy, czy ktoś tylko testuje granice cierpliwości mieszkańców? Sprawdzamy czym żyła Góra i okolica równe 20 lat temu.
DGR24 przewertowało archiwalne doniesienia z regionu. Wyszła z tego kronika - nie tyle “wydarzeń”, co raczej prób generalnych przed zbiorowym przewracaniem oczami.
Najpierw urzędnicy - a potem… znikają
Zaczynamy od klasyki gatunku: urząd szuka ludzi. Znowu. Bo ci, których dopiero co znaleźli, zdążyli się rozmyślić.
W Górze konkursy na stanowiska w promocji i zamówieniach publicznych ogłaszano po raz drugi w krótkim czasie. Według sekretarza UM Góra, Tadeusza Otto, odchodzący wskazywali “pracę zgodniejszą z wykształceniem” (kultura w innym mieście, sąd). A zarobki? Etat początkującego urzędnika “nie przekracza tysiąca złotych”. Niby “nie wspominano o finansach”, ale to trochę jak mówić, że woda w kranie nie ma nic wspólnego z rachunkiem, który przychodzi co miesiąc.
Efekt - urząd próbuje działać z brakami kadrowymi, bo prawo pozwala szukać dopiero, gdy ktoś fizycznie odejdzie. Piękna konstrukcja: najpierw dziura, potem łata. Tylko że mieszkańcy w tym czasie nie składają wniosków “półurzędowo”.
“Światowid” pod młotek - i pytanie, kto kupi wspomnienia
Kino “Światowid” w Górze - budynek z lat 70. - miał pójść na sprzedaż po zakończeniu dzierżawy. Cena wywoławcza: 350 tys. zł. Jednocześnie miasto kończyło nową salę widowiskową obok Domu Kultury, a plan był prosty: przenieść kino i kupić nową aparaturę, bo stara - jak mówiła dyrektor Domu Kultury Danuta Piwowarska - Berus - “lata świetności ma za sobą”.
Czy ktoś zapłaci 350 tys.? Padła obawa, że niekoniecznie. Wtedy wchodzi tryb “bezprzetargowo” z rabatem do 30%. Czyli: zaczynamy twardo, a potem życie robi swoje.
Budynek po administracji szpitala - sprzedamy, ale z warunkiem
Powiat planował sprzedaż dawnej siedziby administracji szpitala w Górze. Starosta Sławomir Rutecki mówił wprost: nie ma sensu utrzymywać pustego obiektu, skoro są zainteresowani. Oczekiwany przychód: ok. 150-200 tys. zł.
Jest jednak haczyk - według starosty wynikał z planu zagospodarowania: obiekt ma nadal “należeć do służby zdrowia”. Czyli możesz kupić, ale pamiętaj, że kupujesz w zestawie z ograniczeniami. Taki lokalny pakiet deluxe: “nieruchomość + instrukcja obsługi”.
Kiedy kadry się zmieniają - a dyrektor wraca “do tej samej rzeki”
W Centrum Kształcenia Praktycznego w Górze dyrektorka Teresa Frąckiewicz wróciła na stanowisko po przerwie. Wcześniej musiała zrezygnować, obejmując mandat radnej. Obowiązki pełnił Adam Wołowicz. Konkurs ogłosiło starostwo, a wicestarosta Krzysztof Mielczarek komentował, że to dobrze, bo nowa-stara dyrektor “zna placówkę od podszewki”.
To jeden z tych newsów, które pokazują lokalną naturę instytucji - u nas czasem się nie tyle awansuje, co robi rundkę i wraca na start.
Droga jak lodowisko - tylko bez ostrzeżenia
Tragedia na trasie między Chróściną a Henrykowem: zginęła 33-letnia kobieta, jej lanos zderzył się z busem. Policja badała przyczyny, ale wskazywano na prawdopodobnie rozlany olej. Rzecznik policji Janusz Konopnicki opisywał zdarzenie, a dowódca strażaków z Góry, Kamil Rogasik, mówił o śliskiej substancji dającej efekt “jakby droga była pokryta lodem” - i to na długim odcinku.
To jest ten moment, gdy “nieszczęśliwy wypadek” brzmi zbyt grzecznie, bo jeśli coś zamienia drogę w pułapkę, to człowiek chciałby wiedzieć: skąd, kto, kiedy i dlaczego nie wcześniej.
Alkohol, przystanek i sześciu na dwóch
Osetno: dwóch 23-latków siedziało na przystanku i piło piwo. Podjechał samochód, wysiadło sześciu mężczyzn - wszyscy pijani - i zaczęli bić oraz kopać. Napastnicy mieli od 19 do 23 lat, a badania wykazały od 0,7 do 2,7 promila. Według rzecznika KPP w Górze, Janusza Konopnickiego, pobici nie odnieśli poważnych obrażeń. Motyw? Nieustalony - wszyscy odmówili wyjaśnień.
To jest ta “nocna logika”, w której najpierw jest gaz w głowie, potem pięści w ruch, a na końcu wielkie zdziwienie, że jednak są konsekwencje.
Zdewastowany golf - i cudowne zniknięcie sprawy
Wioska (gm. Niechlów): po 22:00 pod sklep podjeżdża golf, jest grupa młodych mężczyzn, dochodzi do kłótni, kończy się wybitymi szybami, reflektorami i stratami ok. 1500 zł. Policja - jak relacjonował rzecznik Janusz Konopnicki - ustaliła sprawców, ale… poszkodowany wycofał wniosek o ściganie. Sprawa umorzona.
I tu zaczyna się najciekawsze pytanie, którego nikt głośno nie lubi: dlaczego ludzie wycofują wnioski? Bo “dogadane”? Bo presja? Bo szkoda nerwów? Formalnie wszystko gra, społecznie - zostaje niesmak.
Piroman, zapałki i las wart miliony
Pod Ryczeniem: 18-latek - jak podawała policja - próbował wcześniej ukraść “malucha” z garażu (auto nie odpaliło), a potem miał podpalić las, rzucając zapałki na poszycie. Według rzecznika policji Janusza Konopnickiego zagrożone było nawet 80 hektarów lasu o wartości ok. 3,5 mln zł. Policja wnioskowała do prokuratury o areszt, a w tle pojawiła się informacja, że jako nieletni miał już być karany za podpalenia i włamania.
Jeśli ktoś szuka definicji “głupoty z potencjałem katastrofy”, to ma ją w tej historii jak w podręczniku.
Najcięższe sprawy - i najtrudniejsze pytania o bezpieczeństwo
Niechlów: policja zatrzymała mężczyznę podejrzewanego o próbę zgwałcenia byłej żony; według relacji policji do zdarzenia miało dojść podczas uroczystości rodzinnej, a sprawa dotyczyła również gróźb wobec krewnych. Komisarz Jarosław Lenort mówił, że prokuratura po przesłuchaniu zastosowała dozór policyjny, a mężczyzna wrócił do domu, gdzie mieszka z byłą żoną.

Komentarze
Prześlij komentarz