Przejdź do głównej zawartości

Co działo się 5 maja w urzędzie? Kulisy, o których do dziś mówi się półgłosem

Były w kalendarzu dni ważne, były i takie, które wypadało zapamiętać. A potem był 5 maja - dzień, który w urzędzie w Górze funkcjonował jak lokalne święto państwowe. Nieoficjalne, nigdzie nie zapisane, ale respektowane z gorliwością godną lepszej sprawy. Imieniny ówczesnej burmistrz Ireny Krzyszkiewicz. Dziś wielu urzędników patrzy w kalendarz z nutą nostalgii, a może i lekkiego zawodu. Bo choć oficjalnie był to zwykły dzień pracy, w praktyce przypominał raczej gminną wersję „Trzech Króli” - tyle że bez wolnego dnia.

Gabinet, który pękał w szwach

Relacje osób, które miały okazję uczestniczyć - z własnej woli lub mniej - wskazują, że centrum wydarzeń był gabinet burmistrzowej pochodzącej z Czerniny. To tam przez cały dzień przewijały się delegacje, rotacyjnie wpuszczane niczym goście do ekskluzywnego klubu z ograniczoną liczbą miejsc.

Krzesła? Towar deficytowy. Kto się załapał, ten miał szczęście. Reszta czekała - cierpliwie lub mniej - w sekretariacie, przypominając sceny żywcem wyjęte z „Ucha prezesa”. Dyrektorzy, kierownicy, lokalni dygnitarze. Wszyscy z tym samym celem: wejść, złożyć życzenia, uśmiechnąć się w odpowiednim momencie i... zrobić miejsce kolejnym.

Stół, który mówił więcej niż słowa

Na stole - jak przystało na wydarzenie tej rangi - nie było miejsca na skromność. Tort wypieczony w domu kultury (kto za to płacił - to być może temat na kolejny tekst), sernik, makowiec i cała gama wypieków przygotowanych przez „zaprzyjaźnione” osoby. Według relacji - zaprzyjaźnione w rozumieniu bardzo szerokim.

Nie zabrakło też prezentów. I to nie byle jakich. Szczególną uwagę przyciągały te, które – jak mówią świadkowie - przyjeżdżały z ulicy Szkolnej. Co dokładnie kryły? Tu relacje stają się bardziej powściągliwe, ale jedno jest pewne - zapadały w pamięć, a w szczególności kolor upominku.

Elita przy stole

Jak na dwór przystało, były też miejsca „niewzruszalne”. Zarezerwowane dla tych, którzy tego dnia - według niektórych gości - mili to pełnić funkcję wparcia nazwijmy to - emocjonalno-wizerunkowego.

Najtrudniejszą rolę, według relacji, miał Tadeusz Otto. Człowiek, który zdawało się, że był odpowiedzialny za śmiech. I to nie byle jaki - śmiech zaraźliwy, powtarzalny, odporny na jakość dowcipu. Gdy żart był słaby, śmiech miał być mocniejszy. I był. Dowcip powtórzony po raz trzeci? Śmiech jeszcze bardziej przekonujący. Funkcja trudna, ale - według gości - realizowana z pełnym zaangażowaniem.

Obok - skarbnik z Leszna, Marek Balowski. Postać bardziej stonowana. Nie rzucał się w oczy, ale za to czasem tylko przewracał oczami w sposób, który można było interpretować na wiele sposobów. I każdy z nich był prawdopodobnie trafny.

Goście specjalni i nieobowiązkowe (?) wizyty

Lista odwiedzających robiła wrażenie, m.in. starosta, kierowniczka USC na rowerze, właściciel stacji benzynowej, dyrektor LO, przewodniczący rady i radni gminni, radni powiatowi, księża czy delegacje ciał pedagogicznych ze szkół, szefowie gminnych jednostek, prywaciarze... Kto mógł - ten przychodził. Kto nie mógł - prawdopodobnie żałował.

Były życzenia, wśród niektórych była zrzutka na prezent, była atmosfera, którą jedni wspominają z uśmiechem, a inni… z wyraźnym dystansem. Podłoga była usłana kwiatami. Skąd tyle wazonów (a może dzbanów? - zapytałaby młodzież)? Kto wie...

I wszystko to - przypomnijmy - w godzinach pracy urzędu i instytucji. Brakowało tylko czerwonego dywanu i konferansjera.

Sekretariat w stanie podwyższonej gotowości

Jeśli ktoś tego dnia naprawdę pracował na pełnych obrotach, była to sekretarka. A właściwie sekretarki, bo wsparcie było konieczne. Ekspres parzył kawę za kawą niemal bez przerwy, ziarna znikały w tempie, które mogłoby zawstydzić niejedną kawiarnię.

Logistyka, koordynacja, rotacja gości - wszystko musiało działać jak w zegarku. Bo przecież święto świętem, ale porządek musi być.

Dziś już tylko wspomnienie

Dziś ten dzień nie ma już tej samej rangi. Kalendarz jest spokojniejszy, gabinety mniej zatłoczone, a sekretariaty oddychają pełną piersią. Gminne „święto trzech króli” przeszło do historii razem z epoką, która je stworzyła.

Zostały wspomnienia. Dla jednych zabawne, dla innych - lekko gorzkie. Ale jedno trzeba przyznać: 5 maja w Górze nigdy nie był zwykłym dniem. Do czasu przerżniętych z hukiem wyborów.

Komentarze

  1. Już niema co pisać same naciagane bzdety było mineło
    Może napisać o obecnej władzy i obietnice wyborcze burmistrza to teraz nas interesuje ..

    ..

    OdpowiedzUsuń
  2. najważniejsze żeby pędzla nie pomylić z kieliszkiem i nie wsiadać za kółko

    OdpowiedzUsuń
  3. A dzisiaj co???? Może nie na imieniny, ale na wszelkie święta do Juski lecicie i w różnych strojach mniej lub bardziej ludowych płaszczycie się jak przed jakimś królem.

    OdpowiedzUsuń
  4. No nie tylko szefowie gminnych jednostek ale i powiatowych. Stałym gościem na imieninach Pani burmistrz była kierownik PCPR i ze wzajemnością ,Pani burmistrz również była stałym i ważnym gościem u Pani kierownik na imieninach. Te czasy wcale nie są już przeszłością podobnie jest w powiecie np. imieniny starostów.

    OdpowiedzUsuń
  5. I co w tym dziwnego. "Włazidupstwo" hołduje każdej władzy. Było, jest i będzie obecne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wyjątkowo niskiego lotu pierdoły i grzebanie w ?

    OdpowiedzUsuń
  7. O ni nie latają na imieniny z sympatii i przyjaźni ,to nie jest składanie życzeń ,to hołd stołkowi. Jak przestaną starostowie być na stołku to tych gości na imieninach swoich też nie uświadczą.

    OdpowiedzUsuń
  8. A co w ogóle słychać u pani Irenki? Przy okazji moc życzeń imieninowych.

    OdpowiedzUsuń
  9. Te stanowiska w urzędach to same dziadersy , mlodzi się marnują a dziady pierdzą w pampersa i kombinują jak tu jeszcze grosza ugryźć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Na cholerę ten bzdet napisałeś?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nauczycielka z promilami

Funkcjonariusze Wydziału Ruchu Drogowego z Komendy Powiatowej Policji w Górze przeprowadzili w dniach 13 i 17 października akcję „Trzeźwość”. Cel? Wyeliminować z dróg tych, którzy myślą, że kierownica to nie alkomat. Spośród 392 przebadanych kierowców – dwójka „wpadła” po kielichu. Jednym z nich był 32-letni mężczyzna z Czarnoborska, który pomylił motorower z barem na kółkach. Zaledwie dwie godziny później, w Czerninie, policjanci zatrzymali kobietę kierującą samochodem osobowym. Badanie stanu trzeźwości wykazało u niej niemal   1,3 promila alkoholu   w organizmie – czyli więcej niż przeciętne wesele w sobotę, ale jednak trochę za dużo jak na piątkowy wieczór za kierownicą. Dziwne jest to, że policja przy mężczyźnie z Czarnoborska podaje dokładnie jego wiek, w Czerninie tej informacji zabrakło? Dlaczego?  Z ustaleń   DGR24   wynika, że zatrzymaną jest   nauczycielka górowskiej szkoły średniej . Z naszych nieoficjalnych informacji – nie uczy jednak przedmiot...

Nóż, alkohol i cisza za ścianą

  19 lat temu, w lutym, w gminie Góra miesiąc nie kojarzył się z mrozem, feriami czy lokalnymi inwestycjami. Żył jedną historią – tragiczną, brutalną i boleśnie zwyczajną. Historią, która wydarzyła się   za ścianą, w bloku przy ulicy Sikorskiego , gdzie – jak się później okazało – wystarczyło kilka minut, alkohol i kuchenny nóż. Wieczór 18 lutego. Godzina około 20.30. Z zewnątrz – cisza jak w setkach innych mieszkań. W środku – małżeńska kłótnia, alkohol i eskalacja, której finał był ostateczny. 52-letnia kobieta ugodziła swojego męża nożem w klatkę piersiową.   51-letni mężczyzna zmarł jeszcze przed przyjazdem pogotowia . Pomoc była już tylko formalnością. Góra oniemiała. Sąsiedzi nie dowierzali. Jak mówili policjanci –   wcześniej nie było żadnych interwencji , żadnych zgłoszeń, żadnych „czerwonych flag”. Typowe mieszkanie, typowe małżeństwo, typowa niedzielna cisza, która – jak się okazało – bywa najgłośniejsza. Szybko wyszły na jaw szczegóły, które tylko dolewały...

„Dużo zarabiałam, więc kradłam” – bezczelne tłumaczenia księgowej, która oszukała system!

Stało się. Prokuratura Rejonowa w Głogowie właśnie rzuciła na stół akt oskarżenia, który czyta się jak scenariusz kiepskiej komedii kryminalnej, gdyby nie fakt, że za te „żarty” zapłaciliśmy my wszyscy. Główna bohaterka, 70-letnia Elżbieta P., przez szesnaście długich lat traktowała publiczne konta jak własny bankomat bez limitu. Kwota? Bagatela, ponad 1,2 miliona złotych. Mechanizm był prosty jak konstrukcja cepa. Elżbieta P., jako główna księgowa w Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego w Górze oraz szkołach w Jemielnie i Irządzach, miała wszystko: dostęp do kont, bankowość elektroniczną i podpis kwalifikowany. I tak, od stycznia 2009 roku, złotówka do złotówki, tysiąc do tysiąca, budowała swoje „stałe źródło dochodu”. „Nie wiem, dlaczego to robiłam” Najbardziej rozbrajająca jest jednak linia obrony oskarżonej. Jak informuje Liliana Łukasiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy - „W śledztwie Elżbieta P. przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu i wyjaś...