Przejdź do głównej zawartości

Poszukiwany lekarz po skandalu w górowskiej karetce!

Czyżby nasze publikacje zainspirowały rekrutację? Szpital poszukuje lekarza po naszych doniesieniach o kontrowersyjnym medyku z górowskiej karetki!

Niedawno na portalu DGR24 opisywaliśmy bulwersujące zachowania lekarza z górowskiej karetki, który zamiast nieść pomoc, wzbudzał strach i oburzenie wśród pacjentów. Przypadki takie jak ten, gdy lekarz podczas interwencji w domu chorej na raka Sylwii Garbacz Guziołek okazywał brak szacunku i empatii, wywołały falę krytyki i żądań zmian w lokalnej służbie zdrowia. 

Nasze publikacje spotkały się z szerokim odzewem społecznym, a mieszkańcy Góry zaczęli domagać się poprawy jakości opieki medycznej. W odpowiedzi na te głosy, lokalny szpital opublikował ogłoszenie o poszukiwaniu nowego lekarza do zespołu ratownictwa medycznego.

Czy to przypadek, że po naszych artykułach nagle pojawiła się potrzeba zatrudnienia nowego medyka? A może to efekt naszej interwencji, która ujawniła nieprawidłowości i zmusiła placówkę do podjęcia działań naprawczych?

Mieszkańcy Góry z nadzieją patrzą na te zmiany, licząc, że nowy personel przywróci zaufanie do służby zdrowia i zapewni im opiekę na odpowiednim poziomie. My zaś będziemy nadal monitorować sytuację, aby upewnić się, że deklaracje idą w parze z realnymi działaniami na rzecz poprawy jakości usług medycznych w naszym regionie.



Komentarze

  1. Czy tu chodzi tylko o lekarza Z.M czy również o lekarza K.Bo to właśnie o tych dwóch lekarzy nam chodzi

    OdpowiedzUsuń
  2. Przez to że nie ma u nas szpitala to miejscowość powinna być objęta dobrą opieką medyczną.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Piekło w podstawówce i bezradność dorosłych?

DGR24 nie bierze jeńców i nie zamiata lokalnych brudów pod dywan, zwłaszcza kiedy w grę wchodzi zdrowie i życie najmłodszych mieszkańców. W Szkole Podstawowej nr 3 przy ulicy Poznańskiej atmosfera zrobiła się dosłownie gorąca - i to w najbardziej dosłownym, pirotechnicznym wręcz znaczeniu. Mury, które według założeń podstawy programowej powinny kojarzyć się ze zdobywaniem wiedzy i bezpiecznym dorastaniem, zamieniają się powoli w poligon doświadczalny dla domorosłych pirotechników. Pytanie tylko brzmi: czy placówka edukacyjna przygotowuje uczniów do egzaminów ósmoklasisty, czy do castingu do nowego Mad Maxa? Zaczęło się w ubiegły piątek. Zamiast spokojnego oczekiwania na weekendowy odpoczynek, ktoś wpadł na genialny w swej prostocie pomysł: po co czekać na wywóz odpadów, skoro można je zutylizować na miejscu? W szkolnym koszu na śmieci zapłonął ogień. Dym, smród, zamieszanie, zapewne odrobina paniki na korytarzu i… co? Prawdopodobnie nic, bo .... zaledwie kilka dni później kreatywność p...

Nóż, alkohol i cisza za ścianą

  19 lat temu, w lutym, w gminie Góra miesiąc nie kojarzył się z mrozem, feriami czy lokalnymi inwestycjami. Żył jedną historią – tragiczną, brutalną i boleśnie zwyczajną. Historią, która wydarzyła się   za ścianą, w bloku przy ulicy Sikorskiego , gdzie – jak się później okazało – wystarczyło kilka minut, alkohol i kuchenny nóż. Wieczór 18 lutego. Godzina około 20.30. Z zewnątrz – cisza jak w setkach innych mieszkań. W środku – małżeńska kłótnia, alkohol i eskalacja, której finał był ostateczny. 52-letnia kobieta ugodziła swojego męża nożem w klatkę piersiową.   51-letni mężczyzna zmarł jeszcze przed przyjazdem pogotowia . Pomoc była już tylko formalnością. Góra oniemiała. Sąsiedzi nie dowierzali. Jak mówili policjanci –   wcześniej nie było żadnych interwencji , żadnych zgłoszeń, żadnych „czerwonych flag”. Typowe mieszkanie, typowe małżeństwo, typowa niedzielna cisza, która – jak się okazało – bywa najgłośniejsza. Szybko wyszły na jaw szczegóły, które tylko dolewały...

„Dużo zarabiałam, więc kradłam” – bezczelne tłumaczenia księgowej, która oszukała system!

Stało się. Prokuratura Rejonowa w Głogowie właśnie rzuciła na stół akt oskarżenia, który czyta się jak scenariusz kiepskiej komedii kryminalnej, gdyby nie fakt, że za te „żarty” zapłaciliśmy my wszyscy. Główna bohaterka, 70-letnia Elżbieta P., przez szesnaście długich lat traktowała publiczne konta jak własny bankomat bez limitu. Kwota? Bagatela, ponad 1,2 miliona złotych. Mechanizm był prosty jak konstrukcja cepa. Elżbieta P., jako główna księgowa w Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego w Górze oraz szkołach w Jemielnie i Irządzach, miała wszystko: dostęp do kont, bankowość elektroniczną i podpis kwalifikowany. I tak, od stycznia 2009 roku, złotówka do złotówki, tysiąc do tysiąca, budowała swoje „stałe źródło dochodu”. „Nie wiem, dlaczego to robiłam” Najbardziej rozbrajająca jest jednak linia obrony oskarżonej. Jak informuje Liliana Łukasiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy - „W śledztwie Elżbieta P. przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu i wyjaś...