Są w życiu Góry takie postaci, które nie potrzebowały afiszy ani tytułów honorowych. Wystarczył szyld nad drzwiami i światło w witrynie. Śp. Ludwik Lach, urodzony 12 kwietnia 1919 roku, zmarły 12 marca 2010 roku, przez ponad sześć dekad prowadził w Górze księgarnię, która stała się czymś więcej niż sklepem z książkami. Była miejscem spotkań, rozmów i zaufania.
Pan Ludwik zaczynał w czasach, gdy książka była towarem deficytowym. Dobre tytuły trzeba było zdobywać, a ludzie potrafili czekać i dzielić się jednym egzemplarzem. Bywało, że półki wypełniały pozycje obowiązkowe dla epoki, niekoniecznie dla czytelnika. On jednak potrafił odnaleźć w tym wszystkim sens - wiedział, co warto polecić, co sprowadzić, o co zapytać przy następnej wizycie.
Nie był sprzedawcą w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Nie namawiał, nie wciskał, nie pracował „na wynik”. Rozmawiał. Słuchał. Pamiętał. Wiedział, kto czyta historię, kto szuka poezji, a kto przyjdzie po podręcznik dla dziecka. Wiele osób wspomina, że do księgarni Lacha chodziło się nie tylko po książkę, ale po zwykłe, ludzkie słowo.
Przez lata pracował wspólnie z rodziną. Księgarnia była sprawą domową - naturalnym przedłużeniem życia. To nie była marka tworzona przez marketing, lecz nazwisko, które zobowiązywało. Kiedy mówiło się w mieście „idę do Lacha”, wszyscy wiedzieli, o jakie miejsce chodzi.
Był człowiekiem spokojnym, życzliwym, zawsze uprzejmym. Nawet w podeszłym wieku, kiedy zdrowie zaczynało przypominać o upływie czasu, pojawiał się w księgarni. Dla wielu mieszkańców był stałym elementem krajobrazu - tak oczywistym, że niemal niezauważalnym. Dopiero jego odejście uświadomiło, jak bardzo był potrzebny.
Zmarł 12 marca 2010 roku, na miesiąc przed swoimi 91. urodzinami. Zostawił po sobie nie tylko wspomnienie długiej pracy, ale coś znacznie ważniejszego - poczucie, że kultura w małym mieście ma twarz konkretnego człowieka.
Dziś księgarnie często są sieciowe, szybkie, anonimowe. Klikamy, zamawiamy, odbieramy. A jednak w pamięci wielu mieszkańców wciąż żyje obraz starszego pana za ladą, wśród regałów, który potrafił powiedzieć: „To będzie dobra książka”.
I rzeczywiście - zwykle miał rację.


Oczywiście pamiętam i mile wspominam.
OdpowiedzUsuń