Wczoraj Komitet Referendalny w Górze opublikował dramatyczny wpis. Samochód jednego z członków miał zostać celowo zniszczony – oblany „kwasem lub inną substancją żrącą”. Straty oszacowano wstępnie na około 6 tysięcy złotych, uszkodzona miała być też chłodnica. Sprawa trafiła na policję, a autorzy wpisu od razu zasugerowali, że może to być próba zastraszenia.
Brzmi poważnie. Tyle że im dłużej się temu przyglądać, tym więcej pojawia się pytań, na które w poście nie ma odpowiedzi.
Po pierwsze – skąd nagle wiadomo, że to kwas? We wpisie nie ma ani słowa o badaniach laboratoryjnych, ani o tym, kto i kiedy stwierdził obecność substancji żrącej. Jest za to sformułowanie „kwas lub inna substancja żrąca”, co w praktyce oznacza: „nie wiemy, ale brzmi groźnie”. Do tego pojawia się „wstępna opinia rzeczoznawcy”. Tylko że między zdarzeniem a publikacją minęło bardzo niewiele czasu (z treści wynika, że to świeży post). Na tyle mało, że trudno uwierzyć, by rzeczoznawca zdążył realnie obejrzeć pojazd, zrobić zdjęcia, oszacować uszkodzenia i wystawić choćby wstępną opinię. A jeśli taka opinia istnieje – dlaczego jej nie pokazano? Wystarczyłoby jedno zdjęcie z pieczątką i podpisem.
Po drugie – motyw. Komitet sugeruje, że ktoś chciał ich zastraszyć. Tylko że na zdjęciach, które sami wcześniej publikowali, widać osoby z komitetu, które w ostatnich wyborach samorządowych nie zdołały nawet zdobyć mandatu radnego. Niektórzy z nich startowali i przegrali dość wyraźnie. Pytanie więc brzmi wprost: kto i dlaczego miałby się ich bać na tyle, by niszczyć im samochody? Jaki realny wpływ na lokalną politykę miałby mieć komitet, którego członkowie nie potrafili przekonać do siebie wyborców nawet w wyborach do rady gminy?
Trudno oprzeć się wrażeniu, że narracja o „zastraszaniu” pojawia się tu nieco zbyt wcześnie i zbyt wygodnie. Zamiast poczekać na ustalenia policji, od razu buduje się obraz prześladowanych działaczy. Bez dowodów, bez konkretów, za to z mocnym przekazem emocjonalnym.
Sprawa jest prosta. Jeśli rzeczywiście doszło do aktu wandalizmu – sprawcy powinni odpowiedzieć przed sądem. Niszczenie cudzego mienia nie ma nic wspólnego z debatą publiczną. Ale jeśli ktoś chce używać tego zdarzenia do budowania narracji o prześladowaniu, to powinien przedstawić coś więcej niż przypuszczenia i dramatyczne sformułowania.
Na razie jednak mamy tylko wpis, w którym więcej jest pytań niż odpowiedzi.

Przecież widać, że ślady od rzekomej substancji idą wprost z pod koła w kierunku drzwi. Tak samo jak po przejechaniu przez błoto. Dodatkowo uszkodzona chłodnica. Przecież nie trzeba być inżynierem żeby wiedzieć, że ktoś wjechał w jakąś żrącą substancję i teraz szuka sensacji.
OdpowiedzUsuńDGR24 ... jesteście naiwni, jeśli nie wierzycie w to, że to zemsta na osobach które złożyły wniosek o referendum. Gdyby było odwrotnie to byście pisali: niby to nie ma związku ze sprawą, ale ciężko uwierzyć w to że nie ma... bla bla bla.... tak stronniczych artykułów może pozazdrościć nawet TVP
OdpowiedzUsuń