Jeśli ktoś w Górze zastanawia się, gdzie kończy się jego czarny worek wyrzucony pod osłoną nocy - odpowiedź brzmi: prawdopodobnie w pamięci karty SD.
Przy kontenerach na ul. Staromiejskiej, tuż za bankiem PKO, zawisła fotopułapka. Powód prozaiczny i dla mieszkańców boleśnie znajomy: w tym miejscu regularnie wyrastała góra odpadów, która z „punktem selektywnej zbiórki" miała tyle wspólnego, co bank z darmowym kredytem. Odpady zmieszane, tworzywa sztuczne, kartony, odzież, tekstylia. Krótko mówiąc - czyjeś porządki w szafie i czyjś remont, złożone w jednym miejscu w akcie obywatelskiej bezczelności.
Sprawa nie wypłynęła sama z siebie. 24 sierpnia radna Magdalena Mielczarek złożyła interpelację w sprawie dzikich wysypisk na terenie gminy. 3 września odpowiedź podpisał burmistrz Tadeusz Juska. Całkiem sprawnie.
Co wynika z pisma?
Za lokalizowanie i usuwanie dzikich wysypisk odpowiada Wydział Ochrony Środowiska. Monitoruje teren gminy, zleca sprzątanie. Teren przy Staromiejskiej został już uprzątnięty i - jak zapewnia burmistrz - będzie dalej obserwowany, żeby wysypisko nie odrosło. Bo ono odrasta. Zawsze odrasta. To nie śmieci, to bluszcz.
Sens montażu fotopułapki jest jeden: zidentyfikować tych, którzy podrzucają odpady. Nie postraszyć, nie „uwrażliwić", nie zorganizować kampanii z uśmiechniętym jeżykiem na plakacie. Po prostu zobaczyć, kto to robi.
A teraz najlepsze - koszty
Zero. Gmina nie wydała na tę operację ani złotówki. Fotopułapka nie jest nowym zakupem - kupiono ją jeszcze w 2019 roku i najwyraźniej odczekała swoje w magazynie na lepsze czasy. Montaż wykonali nieodpłatnie pracownicy firmy TEKOM.
Czyli: sprzęt sprzed siedmiu lat, robocizna gratis, efekt - potencjalnie większy niż niejeden program za dziesiątki tysięcy. Warto to zapamiętać przy okazji kolejnych dyskusji o tym, że „na nic nie ma pieniędzy".
Pozostaje pytanie, którego w piśmie nie ma
Ile jeszcze takich fotopułapek leży w gminnych zasobach? I ile jeszcze miejsc w Górze zasługuje na to, żeby przez tydzień pobyć gwiazdą własnego reality show? Bo Staromiejska nie jest przecież ewenementem - każdy mieszkaniec wskaże z pamięci co najmniej dwa, trzy miejsca, gdzie kontener jest tylko pretekstem, a prawdziwa zbiórka odbywa się obok niego, na trawniku.
Fotopułapka to narzędzie skuteczne pod jednym warunkiem: że po nagraniu coś się dzieje. Zdjęcie samo w sobie nikogo nie posprząta. Dopiero konsekwencja - mandat, postępowanie, nazwisko w papierach - robi różnicę. Reszta to droga atrapa z diodą.
Na razie mamy fakty: śmieci były, zostały uprzątnięte, kamera wisi, kosztów nie było. Czekamy na ciąg dalszy. I mamy przeczucie, że będzie.

Komentarze
Prześlij komentarz