Przejdź do głównej zawartości

Bóbr wyszedł na miasto. A w komentarzach na Elce… poszło grubo

Są w życiu pewne stałe. Podatki, korek „na chwilę” i fakt, że jeśli na Elce pojawi się news o czymkolwiek - to sekcja komentarzy już stoi w blokach startowych, rozgrzana jak kebab o 2:00 na górowskim rynku.

Tym razem bohaterem wieczoru został… bóbr. Tak, bóbr. Zwierzak postanowił urządzić sobie nocny spacer po Górze, a że miasto nie jest naturalnym środowiskiem dla futrzastego inżyniera hydrotechniki, ktoś słusznie zgłosił sprawę. Policjanci przyjechali, ogarnęli temat bez dramatu - koc, ostrożne przeniesienie, radiowóz i wycieczka w okolice żeremi. Koniec historii. Bóbr wraca do wody. Ludzie mogą wracać do swoich spraw. Normalny, ludzki odruch: pomóc zwierzęciu, żeby nie wpadło pod auto.

No ale hej - to tylko połowa „newsa”. Druga połowa zawsze dzieje się pod spodem.

Bo tam, gdzie jedni widzą krótką, sensowną interwencję, inni odpalają pełen pakiet: od moralnych rozliczeń świata („bobra ktoś zauważył, a bezdomnego nie”) po ułańską fantazję w wersji faunistycznej („spotkał miejscowe bobry, popili, zaćpali, okradli”). W gratisie dostajemy też wątek estetyczno-fotograficzny, bo przecież jeśli jest zdjęcie, to musi być „analiza” – i to taka, której nie zamawiał absolutnie nikt. 

I tak to się kręci. Jedna informacja: „pomogli zwierzakowi”. A w komentarzach: społeczne tezy, kabaret, małe wojny podjazdowe i obowiązkowa próba przekucia wszystkiego w dowcip, nawet jeśli dowcip ma dwa kły i ogon.

Żeby było uczciwie -– są też głosy normalne. Podziękowania, brawa, szacunek. Ludzie, którzy potrafią napisać: „fajnie, że zareagowali” i nie dorabiają do tego manifestu na 30 linijek.

Ale cała magia polega na tym, że na Elce nawet bóbr nie może po prostu być bobrem. Musi stać się symbolem. Pretekstem. Tłem do debaty o bezdomności, jakości życia, stanie państwa i - w razie potrzeby - do żartu o „nieogolonym bobrze”. Jak zwykle: temat mały, emocje wielkie, a w komentarzach energia jakby co najmniej ogłaszali budowę lotniska w żeremiu.

Podsumowanie? Policja zrobiła to, co należało. Bóbr przeżył i wrócił do swojego świata. A sekcja komentarzy - jak zwykle - nie zawiodła. Bo w końcu w lokalnym internecie nie liczy się, co się wydarzyło. Liczy się, kto pierwszy dopisze do tego własny film.



Komentarze

  1. Panie DGR ludziom dali narzędzie to korzystają najlepiej jak potrafią pan też z tego korzysta najlepiej jak potrafi

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Piekło w podstawówce i bezradność dorosłych?

DGR24 nie bierze jeńców i nie zamiata lokalnych brudów pod dywan, zwłaszcza kiedy w grę wchodzi zdrowie i życie najmłodszych mieszkańców. W Szkole Podstawowej nr 3 przy ulicy Poznańskiej atmosfera zrobiła się dosłownie gorąca - i to w najbardziej dosłownym, pirotechnicznym wręcz znaczeniu. Mury, które według założeń podstawy programowej powinny kojarzyć się ze zdobywaniem wiedzy i bezpiecznym dorastaniem, zamieniają się powoli w poligon doświadczalny dla domorosłych pirotechników. Pytanie tylko brzmi: czy placówka edukacyjna przygotowuje uczniów do egzaminów ósmoklasisty, czy do castingu do nowego Mad Maxa? Zaczęło się w ubiegły piątek. Zamiast spokojnego oczekiwania na weekendowy odpoczynek, ktoś wpadł na genialny w swej prostocie pomysł: po co czekać na wywóz odpadów, skoro można je zutylizować na miejscu? W szkolnym koszu na śmieci zapłonął ogień. Dym, smród, zamieszanie, zapewne odrobina paniki na korytarzu i… co? Prawdopodobnie nic, bo .... zaledwie kilka dni później kreatywność p...

Nóż, alkohol i cisza za ścianą

  19 lat temu, w lutym, w gminie Góra miesiąc nie kojarzył się z mrozem, feriami czy lokalnymi inwestycjami. Żył jedną historią – tragiczną, brutalną i boleśnie zwyczajną. Historią, która wydarzyła się   za ścianą, w bloku przy ulicy Sikorskiego , gdzie – jak się później okazało – wystarczyło kilka minut, alkohol i kuchenny nóż. Wieczór 18 lutego. Godzina około 20.30. Z zewnątrz – cisza jak w setkach innych mieszkań. W środku – małżeńska kłótnia, alkohol i eskalacja, której finał był ostateczny. 52-letnia kobieta ugodziła swojego męża nożem w klatkę piersiową.   51-letni mężczyzna zmarł jeszcze przed przyjazdem pogotowia . Pomoc była już tylko formalnością. Góra oniemiała. Sąsiedzi nie dowierzali. Jak mówili policjanci –   wcześniej nie było żadnych interwencji , żadnych zgłoszeń, żadnych „czerwonych flag”. Typowe mieszkanie, typowe małżeństwo, typowa niedzielna cisza, która – jak się okazało – bywa najgłośniejsza. Szybko wyszły na jaw szczegóły, które tylko dolewały...

„Dużo zarabiałam, więc kradłam” – bezczelne tłumaczenia księgowej, która oszukała system!

Stało się. Prokuratura Rejonowa w Głogowie właśnie rzuciła na stół akt oskarżenia, który czyta się jak scenariusz kiepskiej komedii kryminalnej, gdyby nie fakt, że za te „żarty” zapłaciliśmy my wszyscy. Główna bohaterka, 70-letnia Elżbieta P., przez szesnaście długich lat traktowała publiczne konta jak własny bankomat bez limitu. Kwota? Bagatela, ponad 1,2 miliona złotych. Mechanizm był prosty jak konstrukcja cepa. Elżbieta P., jako główna księgowa w Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego w Górze oraz szkołach w Jemielnie i Irządzach, miała wszystko: dostęp do kont, bankowość elektroniczną i podpis kwalifikowany. I tak, od stycznia 2009 roku, złotówka do złotówki, tysiąc do tysiąca, budowała swoje „stałe źródło dochodu”. „Nie wiem, dlaczego to robiłam” Najbardziej rozbrajająca jest jednak linia obrony oskarżonej. Jak informuje Liliana Łukasiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy - „W śledztwie Elżbieta P. przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu i wyjaś...