Przejdź do głównej zawartości

Jeśli ten trend się utrzyma, za 10 lat Góra będzie wyglądać zupełnie inaczej

Góra się kurczy. I nie, to nie jest metafora - z gminy ubywa ludzi szybciej, niż przybywa pomysłów, jak ten trend zatrzymać.


Gmina Góra ma problem, którego nie da się przykryć ani ładnym wykresem, ani urzędowym spokojem, ani zdaniem w stylu "taka jest sytuacja w całym kraju". Owszem - depopulacja dotyka dziś wielu samorządów. Ale kiedy spojrzy się na liczby z raportu o stanie gminy za 2025 rok, trudno udawać, że chodzi wyłącznie o ogólnopolską statystykę. Tu widać konkretny, regularny odpływ mieszkańców. Rok po roku. Bez fajerwerków, za to z konsekwencją godną szwajcarskiego zegarka.

W 2016 roku Gminę Góra zamieszkiwało 19 911 osób. W 2025 roku już tylko 17 896. To oznacza spadek o 2015 mieszkańców w ciągu dekady. Innymi słowy - to tak jakby z mapy lokalnej wspólnoty w 10 lat wyparowała Chróścina, Stara Góra, Czernina, Jastrzębia i Sławęcice. Nie w przenośni. Dosłownie.

Najbardziej wymowne jest jednak to, że nie mówimy o jednorazowym tąpnięciu. To nie był jeden zły rok, jeden kryzys, jedna anomalia. To proces rozciągnięty w czasie, uporczywy i coraz trudniejszy do zignorowania. W 2016 roku minus 247 osób. W 2017 - minus 187. W 2018 - minus 227. W 2019 pojawił się symboliczny oddech, ledwie +4, ale już kolejne lata wróciły do starej, ponurej normy. W 2020 - minus 325. W 2021 - minus 310. W 2022 - minus 249. W 2023 - minus 176. W 2024 - minus 216. W 2025 - minus 329.

I właśnie ten ostatni wynik brzmi jak szczególnie nieprzyjemny policzek. Bo jeśli ktoś jeszcze chciał sobie wmówić, że "może już najgorsze za nami", to liczby z 2025 roku brutalnie sprowadzają go na ziemię. Ubyło aż 329 mieszkańców. To największy spadek w całym zestawieniu, ex aequo z najgorszymi momentami ostatnich lat. Trudno tu mówić o stabilizacji. Bardziej pasuje słowo: osuwanie.

Średni roczny spadek liczby ludności w ostatnich 10 latach wyniósł 226 osób (czyli tyle ile zamieszkuje w Borszynie Małym i Wielkim jednocześnie). I to jest ten rodzaj liczby, który powinien wywoływać ciszę w sali. Bo jeśli utrzyma się obecny trend - a raport zakłada właśnie taki scenariusz - to w 2035 roku Gmina Góra będzie liczyć już tylko 15 636 mieszkańców.

Czyli za 10 lat kolejnych ponad 2200 osób mniej.

Brzmi sucho? To spróbujmy przełożyć to na codzienność. Mniej mieszkańców to nie tylko mniej nazwisk w meldunkach i mniej kresek w Excelu. To mniej dzieci w szkołach i przedszkolach. Mniej klientów w lokalnych sklepach. Mniej ludzi na wydarzeniach, mniej pasażerów, mniej pracowników, mniej energii. Mniej powodów, żeby biznes chciał tu inwestować. Mniej argumentów, by młodzi wracali po studiach. W końcu także mniej wpływów, mniej możliwości i więcej nerwowego łatania dziur.

Depopulacja nie robi hałasu. Nie przyjeżdża na sygnale. Nie staje na rynku z transparentem. Ona po prostu podgryza gminę po kawałku. Najpierw znika kilka rodzin. Potem kolejny rocznik jest mniej liczny. Potem ktoś zamyka działalność, bo ruch już nie ten. Potem słyszymy, że trzeba coś łączyć, ograniczać, przeliczać, optymalizować. A "optymalizacja" w samorządowym słowniku bardzo często oznacza tyle, że czegoś będzie mniej, bo ludzi też jest mniej.

Raport wskazuje trzy główne powody tego zjawiska: bardzo niską dzietność, starzenie się społeczeństwa i migracje. Czyli klasyczny zestaw problemów, z którym walczy dziś mnóstwo miejscowości. Tyle że w Górze ten zestaw nie jest już teorią z konferencji o demografii, tylko codziennością wpisaną w lokalny krajobraz.

Młodzi wyjeżdżają - bo szukają pracy, perspektyw, uczelni, większego życia. Część nie wraca. Trudno się dziwić, jeśli w mniejszych ośrodkach coraz częściej słyszą, że mają "cierpliwie poczekać", podczas gdy świat nie zamierza czekać na nikogo. Z kolei starszych mieszkańców przybywa proporcjonalnie więcej, bo społeczeństwo się starzeje. To oznacza nowe wyzwania: opiekę, zdrowie, dostępność usług, transport, codzienne funkcjonowanie. Gmina kurczy się nie tylko liczbowo. Zmienia się też jej struktura i potrzeby.

Najłatwiej w takiej sytuacji wzruszyć ramionami i powiedzieć: "wszędzie tak jest". Tylko że to zdanie niczego nie załatwia. Ono jest wygodne, bo zdejmuje z lokalnej debaty ciężar odpowiedzialności. Skoro wszędzie jest źle, to u nas niby też ma prawo być źle. A przecież właśnie wtedy trzeba zadawać najtrudniejsze pytania.

Co ma zatrzymać mieszkańców w gminie?
Co ma przyciągnąć nowych?
Jakie warunki trzeba stworzyć, żeby młodzi nie traktowali Góry jak miejsca "na chwilę", tylko jak miejsce do życia?
Czy lokalna polityka rozwojowa w ogóle nadąża za skalą problemu?
Czy ktoś ma plan wykraczający poza administrowanie spadkiem?

Bo dziś można odnieść wrażenie, że depopulacja jest opisywana poprawnie, ale wciąż zbyt spokojnie. A to nie jest temat do spokojnego kiwania głową nad tabelką. To jest alarm, nawet jeśli zapisany urzędowym fontem i oprawiony w estetyczny wykres.

Najbardziej niepokojące w tej historii jest to, że depopulacja lubi się napędzać sama. Im mniej ludzi, tym mniej atrakcyjne miejsce dla kolejnych. Im mniej usług, tym większa pokusa wyjazdu. Im mniej młodych rodzin, tym słabszy impuls rozwojowy. A potem zostaje już tylko smutna specjalność wielu prowincjonalnych miejsc w Polsce: ładne deklaracje, coraz krótsze listy obecności i wielkie zdziwienie, że sama nadzieja jednak nie podnosi liczby mieszkańców.

Nie chodzi o sianie paniki. Chodzi o elementarną uczciwość wobec faktów. Gmina Góra traci ludzi i robi to od lat. Jeśli nic się nie zmieni, za dekadę będzie ich jeszcze wyraźnie mniej. To nie jest złośliwa interpretacja. To wniosek wprost z danych zawartych w raporcie.

Pytanie brzmi nie czy problem istnieje, bo to już wiemy. Pytanie brzmi, czy ktokolwiek potraktuje go wreszcie tak poważnie, jak na to zasługuje. Bo z demografią jest trochę jak z przeciekającym dachem - kiedy kapie od dawna, można się przyzwyczaić. Tyle że przyzwyczajenie nie naprawia szkody. Ono tylko sprawia, że człowiek później reaguje.

A Góra, patrząc na liczby, czasu do stracenia nie ma już zbyt wiele.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nauczycielka z promilami

Funkcjonariusze Wydziału Ruchu Drogowego z Komendy Powiatowej Policji w Górze przeprowadzili w dniach 13 i 17 października akcję „Trzeźwość”. Cel? Wyeliminować z dróg tych, którzy myślą, że kierownica to nie alkomat. Spośród 392 przebadanych kierowców – dwójka „wpadła” po kielichu. Jednym z nich był 32-letni mężczyzna z Czarnoborska, który pomylił motorower z barem na kółkach. Zaledwie dwie godziny później, w Czerninie, policjanci zatrzymali kobietę kierującą samochodem osobowym. Badanie stanu trzeźwości wykazało u niej niemal   1,3 promila alkoholu   w organizmie – czyli więcej niż przeciętne wesele w sobotę, ale jednak trochę za dużo jak na piątkowy wieczór za kierownicą. Dziwne jest to, że policja przy mężczyźnie z Czarnoborska podaje dokładnie jego wiek, w Czerninie tej informacji zabrakło? Dlaczego?  Z ustaleń   DGR24   wynika, że zatrzymaną jest   nauczycielka górowskiej szkoły średniej . Z naszych nieoficjalnych informacji – nie uczy jednak przedmiot...

Nóż, alkohol i cisza za ścianą

  19 lat temu, w lutym, w gminie Góra miesiąc nie kojarzył się z mrozem, feriami czy lokalnymi inwestycjami. Żył jedną historią – tragiczną, brutalną i boleśnie zwyczajną. Historią, która wydarzyła się   za ścianą, w bloku przy ulicy Sikorskiego , gdzie – jak się później okazało – wystarczyło kilka minut, alkohol i kuchenny nóż. Wieczór 18 lutego. Godzina około 20.30. Z zewnątrz – cisza jak w setkach innych mieszkań. W środku – małżeńska kłótnia, alkohol i eskalacja, której finał był ostateczny. 52-letnia kobieta ugodziła swojego męża nożem w klatkę piersiową.   51-letni mężczyzna zmarł jeszcze przed przyjazdem pogotowia . Pomoc była już tylko formalnością. Góra oniemiała. Sąsiedzi nie dowierzali. Jak mówili policjanci –   wcześniej nie było żadnych interwencji , żadnych zgłoszeń, żadnych „czerwonych flag”. Typowe mieszkanie, typowe małżeństwo, typowa niedzielna cisza, która – jak się okazało – bywa najgłośniejsza. Szybko wyszły na jaw szczegóły, które tylko dolewały...

200 zł za 2 godziny w hotelu. Oto jak wygląda 'legalna działalność' w Górze

Kiedy człowiek myśli, że lokalne grupy na Facebooku służą do wymiany garnków, ogłoszeń o zagubionych kotach albo szukania opału, życie mówi: „Trzymaj mi piwo”. Bo oto pewien mieszkaniec Góry – jak sam twierdzi, prowadzący   legalną działalność gospodarczą   – zaproponował jednej z użytkowniczek… udział w erotycznych produkcjach. Oczywiście wszystko „na umowę”, „bez twarzy”, „do wyboru z kobietą lub z mężczyzną”, a dla bardziej otwartych – w „różnych kombinacjach”. Serio. A na koniec wysłał jej zdjęcie jak uprawia seks.Od „szukam pracy” do „liżemy się do jednej kamery” Zaczęło się całkowicie banalnie. Młoda dziewczyna wrzuciła post na lokalnej grupie mieszkańców Góry – jakich tam setki – że szuka pracy. Chwilę później pod postem pojawił się niepozorny komentarz: „Odezwij się na priv, mam coś”. No to się odezwała. I wtedy zaczęła się jazda. Zamiast propozycji pomocy w sklepie, w gastronomii albo przy ulotkach, pojawił się…   scenariusz domowego porno . Z maską lub bez. Z do...