Przejdź do głównej zawartości

Autobus, pies i… kot wyborczy. Czyli co nurtuje radnego

Radny powiatowy Mirosław Żłobiński postanowił rozwikłać dwie zagadki powiatowej komunikacji składając pisemne interpelacje: czy autobus na trasie Jemielno–Chorągwice–Wąsosz–Jemielno rzeczywiście jeździ, skoro mieszkańcy mówią, że go nie widują, oraz dlaczego rodzina z psem nie mogła pojechać z Góry do Leszna, choć pies miał kaganiec.


Powiat odpowiedział: linia ma zezwolenie i kursuje w dni nauki szkolnej, a pies - po spełnieniu warunków regulaminu i wniesieniu opłaty jak za bagaż - powinien zostać przyjęty na pokład. Krótko mówiąc: autobus na papierze jest, a pies na papierze może. Teraz pozostaje dopilnować, żeby papier dogadał się z kierowcą. 

Smaczku sprawie dodaje fakt, że radny nie ma prawa jazdy (chociaż robi) i… nie ma psa. Za to na banerach wyborczych pojawiał się w towarzystwie kota. Najwyraźniej jednak po wyborach reprezentuje już wszystkie gatunki - również te, które nie mruczą i nie pozowały do kampanii.

I właściwie słusznie: żeby pytać o autobus, nie trzeba mieć prawka, a żeby upomnieć się o pasażera z psem - własnej smyczy. Temat z pozoru błahy, ale pokazuje, że radny jest w kontakcie z wyborcami. Co ciekawe - w 2026 roku radni powiatowi, a jest ich 15, złożyli aż ... 6 interpelacji. Z tego 5 złożył radny z kotem.

Pozostaje tylko pytanie, czy kot z baneru wie o tej ponadgatunkowej współpracy.

Komentarze

  1. Pan Mirek to jedyny gość z łbem na karku tam. gdyby zsumować przeczytane książki przez innych radnych to nie przeczytali pewnie 5% tego co on. ciekawe ile książek w życiu przeczytał taki Pietrowiak :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pomysł na interpelacje - niech radna Szmydyńska powie co przeczytała w życiu

      Usuń
  2. Nie ma obowiązku posiadania prawa jazdy- to po pierwsze. Bardzo dobrze że Radnemu zależy na dobrostanie braci mniejszych i wykazuje działania celem ich poprawy - to po drugie.

    OdpowiedzUsuń
  3. I co ma wynikać z iloścksiazeki przeczytanych książek???

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Piekło w podstawówce i bezradność dorosłych?

DGR24 nie bierze jeńców i nie zamiata lokalnych brudów pod dywan, zwłaszcza kiedy w grę wchodzi zdrowie i życie najmłodszych mieszkańców. W Szkole Podstawowej nr 3 przy ulicy Poznańskiej atmosfera zrobiła się dosłownie gorąca - i to w najbardziej dosłownym, pirotechnicznym wręcz znaczeniu. Mury, które według założeń podstawy programowej powinny kojarzyć się ze zdobywaniem wiedzy i bezpiecznym dorastaniem, zamieniają się powoli w poligon doświadczalny dla domorosłych pirotechników. Pytanie tylko brzmi: czy placówka edukacyjna przygotowuje uczniów do egzaminów ósmoklasisty, czy do castingu do nowego Mad Maxa? Zaczęło się w ubiegły piątek. Zamiast spokojnego oczekiwania na weekendowy odpoczynek, ktoś wpadł na genialny w swej prostocie pomysł: po co czekać na wywóz odpadów, skoro można je zutylizować na miejscu? W szkolnym koszu na śmieci zapłonął ogień. Dym, smród, zamieszanie, zapewne odrobina paniki na korytarzu i… co? Prawdopodobnie nic, bo .... zaledwie kilka dni później kreatywność p...

Nóż, alkohol i cisza za ścianą

  19 lat temu, w lutym, w gminie Góra miesiąc nie kojarzył się z mrozem, feriami czy lokalnymi inwestycjami. Żył jedną historią – tragiczną, brutalną i boleśnie zwyczajną. Historią, która wydarzyła się   za ścianą, w bloku przy ulicy Sikorskiego , gdzie – jak się później okazało – wystarczyło kilka minut, alkohol i kuchenny nóż. Wieczór 18 lutego. Godzina około 20.30. Z zewnątrz – cisza jak w setkach innych mieszkań. W środku – małżeńska kłótnia, alkohol i eskalacja, której finał był ostateczny. 52-letnia kobieta ugodziła swojego męża nożem w klatkę piersiową.   51-letni mężczyzna zmarł jeszcze przed przyjazdem pogotowia . Pomoc była już tylko formalnością. Góra oniemiała. Sąsiedzi nie dowierzali. Jak mówili policjanci –   wcześniej nie było żadnych interwencji , żadnych zgłoszeń, żadnych „czerwonych flag”. Typowe mieszkanie, typowe małżeństwo, typowa niedzielna cisza, która – jak się okazało – bywa najgłośniejsza. Szybko wyszły na jaw szczegóły, które tylko dolewały...

„Dużo zarabiałam, więc kradłam” – bezczelne tłumaczenia księgowej, która oszukała system!

Stało się. Prokuratura Rejonowa w Głogowie właśnie rzuciła na stół akt oskarżenia, który czyta się jak scenariusz kiepskiej komedii kryminalnej, gdyby nie fakt, że za te „żarty” zapłaciliśmy my wszyscy. Główna bohaterka, 70-letnia Elżbieta P., przez szesnaście długich lat traktowała publiczne konta jak własny bankomat bez limitu. Kwota? Bagatela, ponad 1,2 miliona złotych. Mechanizm był prosty jak konstrukcja cepa. Elżbieta P., jako główna księgowa w Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego w Górze oraz szkołach w Jemielnie i Irządzach, miała wszystko: dostęp do kont, bankowość elektroniczną i podpis kwalifikowany. I tak, od stycznia 2009 roku, złotówka do złotówki, tysiąc do tysiąca, budowała swoje „stałe źródło dochodu”. „Nie wiem, dlaczego to robiłam” Najbardziej rozbrajająca jest jednak linia obrony oskarżonej. Jak informuje Liliana Łukasiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy - „W śledztwie Elżbieta P. przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu i wyjaś...