DGR24 nie bierze jeńców i nie zamiata lokalnych brudów pod dywan, zwłaszcza kiedy w grę wchodzi zdrowie i życie najmłodszych mieszkańców. W Szkole Podstawowej nr 3 przy ulicy Poznańskiej atmosfera zrobiła się dosłownie gorąca - i to w najbardziej dosłownym, pirotechnicznym wręcz znaczeniu. Mury, które według założeń podstawy programowej powinny kojarzyć się ze zdobywaniem wiedzy i bezpiecznym dorastaniem, zamieniają się powoli w poligon doświadczalny dla domorosłych pirotechników. Pytanie tylko brzmi: czy placówka edukacyjna przygotowuje uczniów do egzaminów ósmoklasisty, czy do castingu do nowego Mad Maxa?
Zaczęło się w ubiegły piątek. Zamiast spokojnego oczekiwania na weekendowy odpoczynek, ktoś wpadł na genialny w swej prostocie pomysł: po co czekać na wywóz odpadów, skoro można je zutylizować na miejscu? W szkolnym koszu na śmieci zapłonął ogień. Dym, smród, zamieszanie, zapewne odrobina paniki na korytarzu i… co? Prawdopodobnie nic, bo .... zaledwie kilka dni później kreatywność podopiecznych weszła na poziom wyższy, rodem z filmów akcji klasy B. Jak alarmują przerażeni rodzice, szkolne mury rozświetlił prowizoryczny miotacz ognia skonstruowany z dezodorantu i zapalniczki. Chwila nieuwagi, wybuch puszki pod ciśnieniem, podmuch w twarz kolegi lub koleżanki i mielibyśmy dramat na całą Polskę, z wozami transmisyjnymi pod bramą włącznie.
W tym momencie rodzicom puszczają nerwy i trudno im się dziwić. Wielu z nich zwyczajnie boi się wysyłać swoje pociechy na lekcje, zastanawiając się, czy wrócą z nich z plecakiem pełnym książek, czy może z poparzeniami drugiego stopnia. W prywatnych rozmowach padają pytania fundamentalne: gdzie w tym czasie byli nauczyciele? Gdzie podziali się dyżurujący pedagodzy, których świętym obowiązkiem jest patrzeć na ręce młodzieży zafascynowanej chemią w wydaniu ekstremalnym?
Przede wszystkim jednak wzrok wszystkich kieruje się na sam szczyt placówki, czyli gabinet pani dyrektor. A tu pojawia się wątek, o którym na lokalnych korytarzach szepcze się od dawna, lecz tylko na łamach DGR24 mówimy o nim wprost. Czy skuteczne zarządzanie dużą szkołą da się pogodzić z aktywną karierą w lokalnej polityce i piastowaniem mandatu radnej? Każdy, kto choć raz rzucił okiem na kalendarz pracy samorządu wie, że sesje i komisje odbywają się często w godzinach, w których szkoła tętni życiem, a uczniowie wpadają na najbardziej absurdalne pomysły. Trudno gasić pożary na korytarzach, kiedy głowę zaprzątają głosowania nad uchwałami i wielka polityka w skali mikro. Być może czas przestać udawać, że bilokacja istnieje i ktoś jest w stanie z równym zaangażowaniem dbać o bezpieczeństwo setek dzieci, jednocześnie przecinając wstęgi i debatując w sali obrad.
Piłka leży teraz po stronie burmistrza Tadeusza Juski. Włodarz miasta uwielbia chwalić się sukcesami oświaty, ale kiedy w placówce śmierdzi spalenizną, wypadałoby wyjść z gabinetu i podjąć męskie decyzje. Czy po dwóch tak skrajnie niebezpiecznych incydentach w tak krótkim odstępie czasu magistrat uzna, że limit wpadek został wyczerpany? Czy burmistrz zdecyduje się na odwołanie dyrekcji i postawienie na czele szkoły kogoś, kto poświęci jej sto procent swojej uwagi, a nie resztki czasu między jednym a drugim posiedzeniem? Czy znowu skończy się na powołaniu kolejnej komisji, upomnieniu z pogrożeniem palcem i czekaniu, aż wydarzy się prawdziwa tragedia, po której wszyscy zgodnie zaczną rozkładać ręce?
Szkoła to nie poligon, a dzieci to nie kaskaderzy. Czekamy na natychmiastowe kroki urzędu, zanim zamiast dymu na Poznańskiej poleją się łzy.

Pani Dyrektor jest w szkole cały czas i to nie jest jej wina że dzieci mają takie pomysły.
OdpowiedzUsuńAle głupoty. Jak to dobrze, że nie było tego portalu w latach 90/00 bo by się okazało, że przeżyliśmy w czasach w których nie mieliśmy prawa przeżyć. Zapewne zapomniał wół jak cielęciem był. Wy sie pytacie gdzie są nauczyciele? Ja się pytam: gdzie są Rodzice? Cwani rodzice odbierają jakąkolwiek władzę i możliwość zareagowania przez nauczycieli, a pózniej dziwią się, że nie reagują... no i rodzice zapominają również, że to oni wychowują dzieci, nie szkoła.... no chyba że chodzi o edukacje seksualną albo żywieniową... bo wtedy musi być zgodne z jedyną prawdą...
OdpowiedzUsuńpseudo błąd detektorów to porażka
OdpowiedzUsuńTo muszą być zdolne dzieci proszę ich wysłać na kółko chemiczne a coś z nich będzie może w przyszłości zaśilą kompanie antyterorystyczną
OdpowiedzUsuńprzepraszam bardzo z jakiej racji Pani Mariola ma zostać zwolniona z posady dyrektora?. Sam wiem z mojego doświadczenia iż jestem absolwentem już trzeci rok i podczas mojej nauki w tej szkole nie spotkałem się ze złym kierowaniem tej szkoły. Dlaczego pani Mariola ma ponosic konsekwencje za nieumyślność uczniów , którzy chcieli się popisac przed kolegami. Nie wyobrażam sobie dalszego kierowania tą szkołą gdy pani Mariola zostanie zwolniona. Jest to bardzo dobra dyrektorka, która ceni się dyscypliną i porządkiem, a za takie sytuacje powinna srogo ukarać ucznia wraz z rodzicami tych uczniów i zapłacić odszkodowanie.
OdpowiedzUsuńA może rodzice w końcu zaczną ogarniać swoich gówniarzy?
OdpowiedzUsuńA skąd dzieci mają zapalniczki dezodoranty, takie głupie pomysły??? W szkole podstawowej zapalniczki wstyd, ja bym codziennie rewizje robiła . A Tym co dopuścili się takiego czynu wydaliła ze szkoły.
OdpowiedzUsuńBzdura. Pytanie, komu zależy na oczernianiu władz szkoły? Są to tematy wyciągnięte z dupy.
OdpowiedzUsuńWychowanie dziecka należy do rodziców- szkoła jest do nauki.
OdpowiedzUsuńRodzice pozwalają dzieciom na wszystko i brak zdyscyplinowania przynosi skutki.
Nie szukajcie odpowiedzialności wśród nauczycieli za robienie problemów przez dzieci.
Bólu czterech liter ciąg dalszy. Kolejna gównoburza
OdpowiedzUsuńLekko prawda bardziej kłamstwo...
OdpowiedzUsuńJakoś po incydentach w SP1, które wydarzyły się na przestrzeni ostatnich lat, nikt nawet nie wspomniał o usuwaniu dyrektorki, a już tym bardziej nie nagłaśniał tego, chociaż tak wiele skarg i wniosków o podjęcie działań wpływało do samej dyrekcji, jak i kuratorium. A było tego tak wiele - grożenie nożem i poderżnięciem gardła, maltretowanie młodszych uczniów, zablokowanie dostępu do łazienek przez starszych uczniów, którzy urządzili tam sobie palarnię, bicie młodszych uczniów metalowymi linijkami po kostkach, gdy ci schodzili ze schodów, pijani uczniowie na lekcjach, wielokrotne interwencje policji, ustawiane bójki na dziedzińcu szkolnym, a to wszystko zakończone jedynie pouczeniami i naganami dla uczniów, bo, jak to sama pani Z. mówiła "co ona więcej może?". Uczniowie bali się chodzić do szkoły, wielu rodziców zgłaszało, że ich dzieci zaczęły się jąkać i moczyć w nocy. Nawet to nie zmusiło dyrekcji do wszczęcia surowszych procedur wobec sprawców tych sytuacji. Rodzice byli bezradni w obliczu tak biernej postawy dyrekcji. A wy tu piszecie o takich pierdołach i żądacie dyscyplinarki dla dyrektor SP3...
OdpowiedzUsuń