Przejdź do głównej zawartości

Posty

Nowa kierownik, czyli z cienia na scenę - kobieta, która postawiła DK w Górze na nogi

W Domu Kultury w Górze dzieje się coś, co jeszcze niedawno wielu uznałoby za scenariusz z gatunku science fiction. Instytucja, która przez ostatnie lata balansowała na cienkiej linie między „jakoś to będzie” a „czy ktoś jeszcze pamięta, że istniejemy?”, dziś przeżywa wyraźny renesans. I choć oficjalnie sukces ma wielu ojców, to w praktyce jedno nazwisko powraca tu jak refren dobrze znanej piosenki - Aneta Juska. Od roku kierownik górowskiego DK, a w praktyce - filar, opoka i punkt odniesienia dla wszystkiego, co się tam dzieje. To nie jest jedna z tych funkcji wpisanych do tabelki w Excelu. To rola, która realnie nadaje kierunek, tempo i sens. Pani Aneta Juska nie przyszła do Domu Kultury z przypadku. Ona w nim wyrosła. Od najmłodszych lat związana z tą sceną jako wokalistka, uczennica Jana Kubiaka, przeszła drogę od dziewczyny z mikrofonem do osoby, która dziś rozdaje karty w lokalnej kulturze. I robi to bez zadęcia, ale z wyraźnym efektem. Jej koncert podczas otwarcia sali widowiskow...

Auto na klockach przed własnym domem. Czy powiat górowski traci spokój?

Jeszcze niedawno wielu mieszkańców powiatu górowskiego powtarzało sobie jak mantrę: „tu jest spokojnie”. Tymczasem rzeczywistość zaczyna pisać inny scenariusz - i to taki, który dziwnie przypomina klimaty z kaset VHS i opowieści o nocnych „łowcach części”. W nocy, między godziną 1.00 a 2.00, w Luboszycach złodzieje zdjęli koła z dwóch samochodów osobowych. Nie było to szybkie „stuknięcie” w lusterko czy drobna kradzież - to była klasyczna, metodyczna robota. Auto na klockach, felgi znikają, sprawcy rozpływają się w ciemności. Scenariusz stary jak świat, tylko że - wydawało się - już dawno zapomniany. Takie informacje na fb przekazuje mieszkanka wsi Aneta Kruszyna. Co więcej, podobna próba miała miejsce również w Luboszycach Małych. Tam jednak ktoś najwyraźniej spłoszył sprawców. Tym razem się nie udało. Pytanie tylko - ile jeszcze razy „tym razem” będzie oznaczało szczęśliwy przypadek? Nie trzeba być ekspertem od bezpieczeństwa, żeby zauważyć pewien trend. Kradzieże pospolite - te najb...

Od kina “Światowid” po piromana - kronika powiatu górowskiego

Powiat górowski ma tę specyficzną umiejętność, że potrafi wcisnąć cały wachlarz “atrakcji” w kilka depesz. I to takich, po których człowiek ma ochotę zrobić sobie herbatę, usiąść i zapytać na głos:   czy my tu serio tak żyjemy, czy ktoś tylko testuje granice cierpliwości mieszkańców? Sprawdzamy czym żyła Góra i okolica równe 20 lat temu. DGR24 przewertowało archiwalne doniesienia z regionu. Wyszła z tego kronika - nie tyle “wydarzeń”, co raczej prób generalnych przed zbiorowym przewracaniem oczami. Najpierw urzędnicy - a potem… znikają Zaczynamy od klasyki gatunku: urząd szuka ludzi. Znowu. Bo ci, których dopiero co znaleźli, zdążyli się rozmyślić. W Górze konkursy na stanowiska w promocji i zamówieniach publicznych ogłaszano po raz drugi w krótkim czasie. Według sekretarza UM Góra, Tadeusza Otto, odchodzący wskazywali “pracę zgodniejszą z wykształceniem” (kultura w innym mieście, sąd). A zarobki? Etat początkującego urzędnika “nie przekracza tysiąca złotych”. Niby “nie wspominano ...

Śmiertelny cios. Jest akt oskarżenia i data procesu

  Zaczęło się od dramatu, który wstrząsnął Górą i szybko stał się tematem numer jeden w okolicy. Teraz ta historia wchodzi w kolejny etap. Do tragicznego zdarzenia doszło w czerwcu 2025 roku w rejonie ulicy Poznańskiej. Późny wieczór, sprzeczka i nagła eskalacja. 33-letni mężczyzna ugodził ostrym narzędziem 50-latka. Rana była śmiertelna - jak ustalono później, doszło do przecięcia żyły szyjnej. Mężczyzna zmarł jeszcze przed przyjazdem służb. Sprawa błyskawicznie trafiła w ręce śledczych. Podejrzany został zatrzymany, a sąd - na wniosek prokuratury - zdecydował o trzymiesięcznym areszcie. Zarzut? Zabójstwo, czyli najcięższy kaliber. W tle - jak to często bywa - mieszanka emocji, alkoholu i konfliktu, który wymknął się spod kontroli. Przez kolejne miesiące śledztwo toczyło się już poza światłem fleszy. Bez konferencji, bez wielkich komunikatów. Cisza, która zwykle oznacza jedno - prokuratura układa sprawę kawałek po kawałku. I mamy konkret. 23 grudnia 2025 roku Prokuratura Okręgowa ...

Szokujące zdjęcia z Góry! Zobacz, co działo się na stadionie przed laty!

Słuchajcie, odgrzebaliśmy w archiwum pana Wojtka z Góry prawdziwą perełkę. Przed nami pożółkła płachta gazety z 1984 roku, a na niej wielki, czerwony nagłówek: „SPOTKANIE LUDZI ROLNICZEGO TRUDU”. Tak, moi drodzy, to relacja z Gminnych Dożynek w Górze, kiedy to zamiast nowoczesnych traktorów z klimatyzacją i GPS-em, na stadionie królowały wieńce, dudziarze i partyjne szychy, których nazwiska dziś pamiętają już tylko najstarsi górale i archiwiści IPN. Atmosfera na zdjęciach gęsta jak dym z ogniska. Widzimy tam panów w garniturach, którym upał wyraźnie nie pomagał w zachowaniu powagi, oraz rolników, którzy w tamtych czasach nie marzyli o dopłatach z Unii, a o tym, żeby maszyna z „Agrometu” się nie rozpadła po pierwszym hektarze. Uroczystość zaczęła się z pompą w auli Liceum Ogólnokształcącego. To tam Tadeusz Broczkowski, Michał Kopaniecki i Stanisław Rochowski dostali Krzyże Kawalerskie Orderu Odrodzenia Polski. Wyobrażacie to sobie? Dzisiaj za rekordowe plony dostaje się uścisk dłoni bur...

W 2006 - namioty pod urzędem. Dziś - puste hale. Co się stało z tartakiem w Górze?

Pan Kazimierz napisał na Facebooku wpis, który zrobił większy szum niż niejeden oficjalny komunikat. I w sumie nic dziwnego, bo opisał coś, co w normalnie funkcjonującym mieście powinno być oczywistą informacją publiczną (albo przynajmniej lokalną wiadomością dnia) - tartak w Górze… po prostu przestał istnieć. Bez fanfar. Bez pożegnania. Bez “dziękujemy za lata”. Bez “co dalej z ludźmi, terenem, maszynami”. Ot, człowiek przychodzi po kilka drewnianych profili, a tu wita go pusty plac i zamknięte hale. I wtedy zaczyna się ten charakterystyczny, gorzki teatr małych miast - “nikt nic nie wie”, “pierwsze słyszę”, “to prywatne”, “to nie nasza sprawa”, “proszę pisać maile”. Tyle że tartak to nie kiosk z gazetami, który znika po cichu, bo zmienił lokalizację. To zakład, który przez lata był jednym z elementów przemysłowego kręgosłupa Góry - obok młyna, POM-u, cukrowni czy szpitala, o których wspomina pan Kazimierz. Najmocniejsze w tej historii nie jest nawet samo zamknięcie. Najmocniejsze jes...

Góra, kiedyś głośniejsza niż zdrowy rozsądek (galeria foto)

Był taki moment w historii Góry, kiedy cisza była podejrzana. Kiedy coś nie grało - dosłownie i w przenośni. I nie, nie chodzi o dzisiejsze „wydarzenia” z DJ-em i playlistą z pendrive’a. Chodzi o czasy, kiedy miasto naprawdę potrafiło się rozkręcić. Bez półśrodków, bez udawania. Na pełnej. Rok 2006. Pożegnanie lata. Ulicami jedzie platforma tira, na niej muzyka, tancerki, DJ-e i sprzęt, który - jak się później okazało - był równie ambitny co lokalna infrastruktura energetyczna. Parada Muzyki Klubowej nie pytała o zgodę. Ona po prostu wjeżdżała w miasto, robiła hałas i zostawiała po sobie wspomnienia, które do dziś mają większą moc niż niejedna inwestycja. Zaczęło się niewinnie - przejazd przez Mickiewicza, Kościuszki, Targową. Ludzie wychodzili z domów, bo trudno było nie zauważyć kolumn większych niż niektóre budżety imprezowe dzisiejszych organizatorów. Platforma, jakby wyrwana z innej rzeczywistości, sunęła przez miasto, a za nią ciągnął się tłum. Nie followersi, nie widzowie. Ludzi...

Księgarz z krwi i papieru

Są w życiu Góry takie postaci, które nie potrzebowały afiszy ani tytułów honorowych. Wystarczył szyld nad drzwiami i światło w witrynie.   Śp. Ludwik Lach , urodzony 12 kwietnia 1919 roku, zmarły 12 marca 2010 roku, przez ponad sześć dekad prowadził w Górze księgarnię, która stała się czymś więcej niż sklepem z książkami. Była miejscem spotkań, rozmów i zaufania. Księgarnia „Lach” działała od 1947 roku. Przez lata funkcjonowała w realiach, które zmieniały się jak w kalejdoskopie - od powojennej biedy, przez czasy centralnie sterowanej kultury, aż po wolny rynek i zalew kolorowych nowości. A jednak jedno się nie zmieniało -   za ladą stał człowiek, który znał swoją pracę i swoich klientów . Pan Ludwik zaczynał w czasach, gdy książka była towarem deficytowym. Dobre tytuły trzeba było zdobywać, a ludzie potrafili czekać i dzielić się jednym egzemplarzem. Bywało, że półki wypełniały pozycje obowiązkowe dla epoki, niekoniecznie dla czytelnika. On jednak potrafił odnaleźć w tym wszy...

Człowiek, który nauczył Górę patrzeć przez obiektyw

Ten tekst nie powstał przypadkiem. Po publikacji naszego poprzedniego artykułu o AKF „Profil” odezwali się czytelnicy - jedni z sentymentem, inni z niedowierzaniem, że „kiedyś to się w Górze działo”. No to dziś idziemy krok dalej. Na tapet bierzemy człowieka, bez którego nie byłoby niczego - Józefa Lesiaka. Kim był Józef Lesiak Józef Lesiak (ur. 1933) - instruktor kultury, pasjonat fotografii i filmu, wychowawca całego pokolenia młodych ludzi z Góry. Działał przy Powiatowym Domu Kultury, gdzie od początku lat 60. prowadził zajęcia fotograficzne, a później filmowe. To on stworzył fundamenty pod Amatorski Klub Filmowy „Profil”, który w latach 70. stał się jedną z najważniejszych inicjatyw kulturalnych w regionie. Nie był celebrytą, nie miał pleców w Warszawie - miał za to wiedzę, charyzmę i coś, co dziś nazwalibyśmy „flow”. Potrafił przyciągać ludzi i sprawiać, że zwykłe hobby zamieniało się w prawdziwą pasję. I właśnie dlatego, gdy odszedł - wszystko się posypało. Wszystko zaczęło się o...

Trochę to znaczy nic – czyli jak Józef Lesiak wychowywał filmowców w Górze

Są miejsca, które tworzą ludzi. I są ludzie, którzy tworzą miejsca. W Górze lat 70. jedno i drugie miało twarz Józefa Lesiaka i nazwę – AKF „Profil”. Józef Lesiak po lewej Brzmi niewinnie? Klub filmowy przy domu kultury? Ot, garstka zapaleńców z aparatami i kamerą? No to zapnijcie pasy, bo rzeczywistość była bliższa selekcji do jednostki specjalnej niż niedzielnym warsztatom dla wrażliwej młodzieży. Grudzień 1974. Młody Robert Mazulewicz stoi pod drzwiami Domu Kultury. Stres taki, jakby miał co najmniej zdawać egzamin z życia, a nie zapisać się do klubu. I wtedy pojawia się ON - Józef Lesiak. Z torbą, która - jak się okazuje - była niemal równie legendarna jak on sam. Robert Mazulewicz po środku - Znasz się na fotografii? - Trochę. - Trochę to znaczy nic. I w zasadzie można by zakończyć historię. Ale nie. To był dopiero początek. Selekcja naturalna, czyli witaj w „Profilu” Na kurs zapisało się około 40 osób. Tak, czterdzieści. Brzmi jak sukces frekwencyjny? Spokojnie - Lesiak szybko sp...

Bóbr wyszedł na miasto. A w komentarzach na Elce… poszło grubo

Są w życiu pewne stałe. Podatki, korek „na chwilę” i fakt, że jeśli na Elce pojawi się news o czymkolwiek - to sekcja komentarzy już stoi w blokach startowych, rozgrzana jak kebab o 2:00 na górowskim rynku. Tym razem bohaterem wieczoru został… bóbr. Tak, bóbr. Zwierzak postanowił urządzić sobie nocny spacer po Górze, a że miasto nie jest naturalnym środowiskiem dla futrzastego inżyniera hydrotechniki, ktoś słusznie zgłosił sprawę. Policjanci przyjechali, ogarnęli temat bez dramatu - koc, ostrożne przeniesienie, radiowóz i wycieczka w okolice żeremi. Koniec historii. Bóbr wraca do wody. Ludzie mogą wracać do swoich spraw. Normalny, ludzki odruch: pomóc zwierzęciu, żeby nie wpadło pod auto. No ale hej - to tylko połowa „newsa”. Druga połowa zawsze dzieje się pod spodem. Bo tam, gdzie jedni widzą krótką, sensowną interwencję, inni odpalają pełen pakiet: od moralnych rozliczeń świata („bobra ktoś zauważył, a bezdomnego nie”) po ułańską fantazję w wersji faunistycznej („spotkał miejscowe bo...

„Dużo zarabiałam, więc kradłam” – bezczelne tłumaczenia księgowej, która oszukała system!

Stało się. Prokuratura Rejonowa w Głogowie właśnie rzuciła na stół akt oskarżenia, który czyta się jak scenariusz kiepskiej komedii kryminalnej, gdyby nie fakt, że za te „żarty” zapłaciliśmy my wszyscy. Główna bohaterka, 70-letnia Elżbieta P., przez szesnaście długich lat traktowała publiczne konta jak własny bankomat bez limitu. Kwota? Bagatela, ponad 1,2 miliona złotych. Mechanizm był prosty jak konstrukcja cepa. Elżbieta P., jako główna księgowa w Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego w Górze oraz szkołach w Jemielnie i Irządzach, miała wszystko: dostęp do kont, bankowość elektroniczną i podpis kwalifikowany. I tak, od stycznia 2009 roku, złotówka do złotówki, tysiąc do tysiąca, budowała swoje „stałe źródło dochodu”. „Nie wiem, dlaczego to robiłam” Najbardziej rozbrajająca jest jednak linia obrony oskarżonej. Jak informuje Liliana Łukasiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy - „W śledztwie Elżbieta P. przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu i wyjaś...

Wielka bitwa o gminne szambo

Wydawać by się mogło, że wywiezienie nieczystości płynnych z gminnego budynku to sprawa prosta jak konstrukcja cepa. Masz szambo, masz własną spółkę komunalną z odpowiednim sprzętem, wysyłasz wóz i po krzyku. Ale nie w naszym pięknym kraju, gdzie prawo jest pisane chyba przez hobbystów kolekcjonowania makulatury. Gmina Góra właśnie odpaliła procedurę, przy której lądowanie na Księżycu to spacer w parku. Zamiast po prostu zlecić robotę swojemu Tekomowi, urzędnicy musieli spłodzić oficjalne "Zaproszenie do złożenia oferty". Cel? Wywóz nieczystości z dwóch lokalizacji - Wierzowice Wielkie 38 oraz Targowa 1 w Górze. I tu zaczynają się schody, a raczej góra papierów. Potencjalny "szambonurek" musi udowodnić, że nie jest wielbłądem: dostarczyć aktualny odpis z CEIDG (nie starszy niż 6 miesięcy, bo przecież firma mogła wyparować razem z zapachem), polisę OC i oświadczenie o "potencjale technicznym". Wszystko po to, żeby opróżnić zbiornik bezodpływowy. Najlepsze j...

Referendum, prokuratura i wojna na ulotki. Co naprawdę dzieje się w Jemielnie?

Są w Polsce miejsca, gdzie czas płynie wolniej. I są takie, gdzie płynie w zupełnie innym wymiarze.   Gmina Jemielno   w ostatnich tygodniach wygląda jak polityczny eksperyment – z jednej strony „STOP manipulacji”, z drugiej „STOP wszystkiemu”, z trzeciej akt oskarżenia, a z czwartej… zimna sala w Klubie Senior+. Jeśli ktoś twierdzi, że w małej gminie nic się nie dzieje, to chyba nie był ostatnio w Jemielnie. Czerwona ulotka kontra czerwone „STOP” W obiegu pojawia się ulotka z hasłem: „Referendum? NIE IDŹ! STOP oszczerstwom, manipulacji, pomówieniom. Rozliczcie mnie z efektów mojej pracy, nie z plotek!” Mocny przekaz. Jasny komunikat: to polityczna nagonka, nie realne problemy. Tyle że w tym samym czasie w mediach społecznościowych krąży zupełnie inna narracja. Lawina haseł zaczynających się od „STOP”: STOP złemu wydatkowaniu pieniędzy gminnych STOP nieudanym inwestycjom STOP mobbingowi STOP braku współpracy STOP sprawom sądowym STOP degradacji gminy STOP, STOP, STOP. Lista je...